fbpx
Paweł Tkaczykbudowanie marki, grywalizacja, storytelling
Następna wielka rzecz… już była

Następna wielka rzecz… już była

Podsumowanie:

Planujesz, co będzie „następną wielką rzeczą” dla Twojej firmy? Dziś mam dla Ciebie ciekawą radę: skup się na tym, co działało przez dłuższy czas. Jest spora szansa, że będzie działało dalej.

Pomiędzy rokiem 1899 a 1901 francuski artysta Jean-Marc Côté stworzył serię ilustracji, które miały przedstawiać życie we Francji w roku 2000 – sto lat w przyszłość. Rysunki jego i innych wizjonerów były prezentowane między innymi podczas Wystawy Światowej w Paryżu w 1900 roku.

Do dziś zachowało się około osiemdziesięciu ilustracji. Sporo z nich pokazuje ówczesną fascynację lataniem: mamy strażaków wyposażonych w „osobiste skrzydła”, którzy z powietrza gaszą pożary oraz listonoszy, którzy „dolatują” z listami do adresatów. Drugim tematem przewodnim wizji przyszłości była automatyzacja: teatr, w którym roboty dają przedstawienie bez udziału człowieka czy maszyna krawiecka zdolna do uszycia koszuli jedynie po zdjęciu wymiarów z klienta. Côté miał wizję automatycznych fryzjerów czy maszyn kosmetycznych, które samodzielnie nakładają makijaż…

Większość z jego wizji się nie spełniła. Latanie nadal odbywa się jedynie na pokładzie samolotów. Fryzjer nadal pyta, jak ma mnie obciąć a kobiety własnoręcznie robią sobie makijaż. Tekst ten pierwszy raz ukazał się na papierze (w miesięczniku Brief) – bardzo starym wynalazku. Litery, którymi jest wydrukowany zaprojektowano w czasach Renesansu. Ja co prawda piszę go na komputerze (jeden z XX-wiecznych wynalazków), ale klawiatura QWERTY, której używam, została wymyślona w 1878 roku.

Do czego zmierzam? Problem z przewidywaniem przyszłości polega na tym, że mamy tendencję do umieszczania w niej coraz to nowych rzeczy. Tymczasem przyszłość to z jednej strony mnóstwo dzisiejszych rzeczy, które przetrwały – konstrukcja stołu, kształty liter czy format książki nie zmieniały się przez stulecia. Z drugiej strony to rzeczy, które… znikną. Jeśli dziś nie wyobrażasz sobie swojego marketingu bez Facebooka pomyśl, że w latach 90-tych nikt nie wyobrażał sobie komputera bez Microsoft Office. Nie wiem jak Ty, ale ja daję sobie świetnie radę bez Worda – Dokumenty Google zastąpiły mi go już ładnych parę lat temu. Telewizja i prasa – przy całym kasandrycznym wieszczeniu ich upadku – mają się całkiem dobrze. E-mail (jeden z pierwszych internetowych wynalazków) nadal sprzedaje produkty lepiej, niż wymyślna strategia social media. A badania mówią, że młodzi odchodzą z Facebooka, za dziesięć lat może podzielić losy MySpace. Pamiętasz taki portal? Kiedyś był światowym numerem jeden. Kiedyś, czyli dziesięć lat temu.

Kiedy planujesz swoją strategię dotarcia do klientów, skup się na tym, co działało przez długi czas. Prawdopodobieństwo, że zostanie zastąpione jakimś nowym, efemerycznym tworem jest naprawdę niewielkie. Dopiero potem pomyśl, co ze współczesnych nowinek ma szansę przetrwać. I nie rozdrabniaj się: planując przyszłość pomyśl najpierw, co z niej zniknie, zanim zaczniesz planować nowe sposoby na zdobycie świata.

Wiesz, dokąd uciekają młodzi ludzie z Facebooka? Wcale nie do next big thing. Do SMS-ów i krótkich wiadomości tekstowych. Dlatego firma Marka Zuckerberga zapłaciła kilkanaście miliardów dolarów za WhatsApp. Masz strategię SMS-ową dla Twojej marki?

Autor
Paweł Tkaczyk
Paweł Tkaczyk