fbpx

Czy fotoradary mogą być fajne? Grywalizacja kodeksu drogowego

Czy fotoradary mogą być fajne? Wbrew pozorom, tak. Trzeba tylko zmienić kodeks drogowy, by – oprócz kar – oferował kierowcom także nagrody. Tu jest przepis.

Wiecie, co jest nie tak z projektem rozbudowanej sieci fotoradarów ministra Rostowskiego? Nie jest fundamentalnie zła – wierzę, że istnieje korelacja pomiędzy liczbą fotoradarów a liczbą wypadków spowodowanych przez nadmierną prędkość. Jednak każdy psycholog powie Ci, że stosowanie jedynie tzw. negatywnego wzmocnienia (czyli kar nakładanych na kierowców) prowadzi do posłuszeństwa, ale nie do zmiany postaw. Kierowca zwolni przed radarem, ale zaraz potem dociśnie gaz do dechy. A przecież chodzi o to, by samochody jeździły wolniej nie tylko tam, gdzie są pod czujnym okiem strażnika. Chodzi o to, by jazda zgodnie z przepisami sprawiała frajdę.

Grywalizacja to wstrzykiwanie elementów frajdy do rzeczy, które normalnie jej nie sprawiają. Efektem włączenia elementów grywalizacji w kodeks drogowy byłyby nie tylko samochody jeżdżące wolniej, ale także… bardziej zadowoleni kierowcy. A to przekłada się bezpośrednio na wyniki polityczne tych, którzy takie rozwiązanie wprowadzą. Zwłaszcza, że to wcale nie jest trudne i zadziałało już w kilku miejscach na świecie.

Szwedzka loteria dla kierowców


W Sztokholmie stanął radar, który… nagradzał kierowców za jazdę zgodnie z przepisami. Jak działał ten system? Radar fotografował wszystkie przejeżdżające samochody – niezależnie od tego, czy kierowca przekroczył prędkość, czy nie. Kierowca, który mijał radar dostawał natychmiastową informację zwrotną (w postaci kciuka uniesionego w górę lub skierowanego w dół), dzięki czemu wiedział, czy jedzie zgodnie z przepisami, czy musi się zacząć martwić. Nota bene radary z taką informacją zwrotną funkcjonują już w Polsce.

Ostatnim, najważniejszym elementem szwedzkiej innowacji była nagroda. Kierowcy, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość byli karani w sposób standardowy mandatem – a w Szwecji kosztuje to słono. Natomiast ci, którzy jechali przepisowo dostawali do domu… zawiadomienie, że uczestniczą w loterii, w której można wygrać sporą nagrodę pieniężną. Skąd pieniądze na nagrody dla porządnych kierowców? Oczywiście, z mandatów płaconych przez piratów drogowych! Genialny w swej prostocie system, który z powodzeniem może finansować się sam.

Jak to zrobić w Polsce?

Dzisiejsza gra, którą nazywamy „Kodeksem drogowym” ma rozbudowany i sformalizowany system kar i… żadnej nagrody. Ten stan prowadzi do rozmaitych wypaczeń. Pomyśl i przypomnij sobie: czym chwalą się Twoi znajomi kierowcy? Wobec braku nagród uczestnicy gry musieli stworzyć swoje własne. I tak, podstawową nagrodą stało się uniknięcie kontroli drogowej. Ale to nie wszystko. Są też tacy, którzy ścigają się na ilość punktów. Znasz kogoś, kto chwali się, że jeździ przepisowo? Przy obecnym stanie „gry” (i biorąc pod uwagę naszą historię sprzeniewierzania się władzy), trzymanie się przepisów jest obciachem.

Zamiast jedynie karać naszych kierowców, rozszerzony system fotoradarów ministra Rostowskiego powinien ich wciągać do gry, w której poza karami, jest także rozbudowany system nagród. Najprostszy – choć nie jedyny – sposób podejścia do tego, to właśnie nagrody pieniężne. Jesteś w stanie wyobrazić sobie kierowców chwalących się, że dzięki przepisowej jeździe wygrali sporą sumę? Ja już tak. I dokładnie o to chodzi.

Ile można zarobić?

Powinienem skończyć na poprzednim zdaniu, dalsza część to klasyczne dzielenie skóry na niedźwiedziu, ale policzmy na szybko, o jakiej wygranej w loterii mówimy. Żeby podziałać na Twoją wyobraźnię następnym razem, kiedy będziesz mijać fotoradar. Szybkie założenia:

  • Ministerstwo szacuje, że wpływy z mandatów w 2013 roku będą wynosić 1,5 mld zł.
  • Niech 10% z tej sumy (150 mln zł) idzie na utrzymanie tego systemu i urzędników go obsługujących. Wystarczy z nawiązką.
  • Kolejne 20% (300 mln zł) niech idzie na poprawę bezpieczeństwa na drogach, budowę kładek dla pieszych itp.
  • 20% niech zabiera budżet państwa, minister Rostowski też musi coś z tego mieć.
  • Połowę (750 mln zł) oddajmy z powrotem kierowcom, którzy przestrzegają przepisów.

Fotoradary lepsze, niż LOTTO

750 mln zł rocznie daje 2 mln zł do rozdania każdego dnia. CANARD deklaruje, że chce mieć w Polsce 700 radarów do końca 2013 roku – daje to ok. 2.850 PLN dziennie „na radar” lub – jeśli nagrody losowalibyśmy raz w tygodniu – wychodzi niemal 20 tys. zł. I teraz najlepsza część.

Na 100-kilometrowym odcinku z Warszawy do Białegostoku jest 18 takich fotoradarów. Jeśli miniesz wszystkie nie przekraczając prędkości, uczestniczysz w losowaniu 360 tys. złotych co tydzień, a Twoje szanse wygranej są dużo większe, niż podczas grania w Lotto.

Nie wiem, jak Ty, ale ja bym zagrał…

Podoba Ci się? Udostępnij:

71 komentarzy

Ja bym poszedł jeszcze dalej i zgrywalizował cały koncept „prawa jazdy”. Zwróć uwagę, że to, co opisałem, da się zrobić przy minimalnym nakładzie środków – wystarczy przeprogramować radary i uruchomić loterię. Pomyśl, co można zrobić, gdybyśmy podłączyli do tego producentów samochodów, aplikacje mobilne i inne cuda techniki…

Obawiam się, że prędzej doczekamy się innej kombinacji technologii. Mariażu GPSów z drukarkami – jak tylko przekroczysz prędkość (powiedzmy o 10%), to automatycznie drukuje Ci się mandat 😉 Nie widzę nawet problemów towarzyszących uruchomieniu takiego systemu. Sprzęt się szybko zwróci, więc państwo zainstaluje. I będzie serwisować. I przekręci kilka przetargów przy okazji.
Swoją drogą – obecnie wysokie są koszty eksploatacji samochodu. Może niedługo będzie tak, że będziemy podpisywać cyrograf na całe życie na usługi serwisowe, zakup benzyny i innych elementów niezbędnych do jazdy samochodem (ba – może nawet spożywki, artykułów biurowych i innych?), a w zamian otrzymamy kluczki do własnego samochodu?

Nie ma już ministerstwa infrastruktury, teraz jest transportu, budownictwa i gospodarki morskiej, ale jest szansa, że po kolejnych wyborach znów zmienią nazwę 🙂

Może zmieniłoby to nastawienie do tego ‚złodziejskiego procederu Państwa’, którego wg. niezwykle błyskotliwych opini – pojawiających się jak grzyby po deszczu w komentarzach na temat radarów – jesteśmy ‚ofiarami’
ja pewnie też bym zagrał
za radarem docisnął do deski
i niczego się nie nauczył

Moja szanowna mama skomentowała:
no jakby Państwo 50% zgodziło się oddawać, to bym była pod wrażeniem…

No właśnie ze względu na ten złodziejski proceder obawiam się że to się nie sprawdzi… powód jest taki że Państwu właśnie nie zależy specjalnie na bezpieczeństwie na drogach, Państwu zależy przede wszystkim na wpływach do budżetu. Gdyby wprowadzić taki system (który jest nawiasem mówiąc świetnie pomyślany) to rzecz jasna bezpieczeństwo znacznie by się zwiększyło, ale wpływy do budżetu zmalałyby bardzo znacząco. Jakoś nie wyobrażam sobie rządu który zdecydowałby się na takie posunięcie…

Słabo to widzę, na początku będzie super ale jak potem każdy podłapie „granie” na loterii to wygrane bedą wynosiły może 5zł na łebka a nie kilka czy kilkadziesiąt tysięcy, co doprowadzi do sytuacji, gdzie nie będzie się opłacało „grać” i sytuacja wróci do normy będziemy za%^&*(ać jak zwykle 😀

Słyszałem już o tym pomyślę, zresztą z Twojego wywiadu. System genialny i co najważniejsze jego skuteczność byłaby naprawdę zauważalna (przy obecnym braku wyników). Niestety u nas fotoradary nie mają na celu poprawy bezpieczeństwa (jak zapewnia p. Nowak) a łatanie budżetu. A nasi rządzący nie potrafią patrzeć dalekowzrocznie. Wpływ z mandatów jest bezpośredni i łatwy do wykazania. Wprowadzając taki system nagród, nagle wpływ znacząco maleje (bo i mandatów było by zdecydowanie mniej a i połowa ich sumy nie szła by do budżetu a do kierowców). Nikt niestety nie patrzy, że taki system przyczynił by się realnie do zwiększenie bezpieczeństwa, co daje mniejsze koszty akcji ratunkowych, leczenia, pracy policji, kosztów społecznych śmierci (gdzieś przeczytałem, ze śmierc jednej osoby szacuje się na straty na poziomie 1 mln zl.). Taki „przychód” jest niestety ciężko do wykazania, a mógłby być większy od tych 1.5mld zlotych.

No i Twoje obliczenia szlak by wziął, bo raz że te 1.5 mld jest mocno przeszacowane, dwa taki system spowodowałby znaczący spadek mandatów:). Co nie zmienia faktu, że chciałbym brać udział w loterii nawet 30 tys. zł co tydzień:).

Jeśli chodzi o transport to w grywalizacji przoduje PKP. To czy pociąg przyjedzie na czas (lub w ogóle) to zawsze spora loteria 😉

Współorganizatorem akcji był Szwedzki Instytut Bezpieczeństwa Narodowego. Widać więc, że da się zaangażować w takie działania instytucje publiczne. Problem jest jednak innego rodzaju. Loteria tego typu musiałaby mieć zastosowanie w skali krajowej, a nawet akcja w Szwecji była jednorazowa, nie wyszła poza Sztokholm. I minęły już dwa lata od upublicznienia tej koncepcji i żaden inny kraj nie podchwycił pomysłu.
http://ekonomiaprzetrwania.pl/fotoradar-jakiego-jeszcze-nie-bylo/

Kryminolodzy od lat mówią otwarcie, że po pierwsze przestępczość maleje a po drugie jest oczywista relacja między zaostrzaniem przepisów a ich przestrzeganiem. Panom z Warszawy opłaca się jednak zaostrzać przepisy aby przypodobać się obywatelom, którzy z telewizji usłyszeli, że jest coraz więcej wypadków na drogach – tzw. populizm penalny. Może nie jest to tak intuicyjne w kodeksie drogowym ale działa idelanie z zaostrzaniem kar dla morderców czy pedofilii. Niestety to własnie z tego względu nikt nie wprowadzi reformy z elementami grywalizacji.

Nie jest to teoria spiskowa a suche fakty, które za parę dni studenci będą musieli znać na egzaminie z kryminologii.

Ale liczba wypadków, a tym samym zabitych, maleje. Jak wyliczałem niedawno, 2012 rok był najbezpieczniejszym od 1975 roku (starszych statystyk nie posiadałem).

Malejąca liczba zabitych może wynikać z lepszej jakości dróg (wbrew temu, co piszą komentujący, takie drogi powstają – sporo jeżdżę i widzę różnicę) oraz poprawy bezpieczeństwa w samochodach (uderz w drzewo 25-letnim „maluchem” i 5-letnim Volvo przy tej samej prędkości).

Fajna koncepcja, ale obawiam się że vincentemu nie zależy na tym byśmy jeździli wolniej… wręcz przeciwnie. Gdyby ludzie którzy wprowadzają regulacje i ustawy mieli dobre intencje na pewno nie tworzyli by takich chorych przepisów. Gdyby przez jeden dzień warszawa jeździła zgodnie z przepisami – wszyscy mieliby ich dość, nasza infrastruktura nie ma takiej przepustowości ile mamy aut.

Oczywiście wszystko da się naprawić – jest mnóstwo pomysłów na poprawę bezpieczeństwa i przepustowości naszych dróg. Nie mamy jednak żadnego wsparcia legislacyjnego, a wręcz z tej strony są rzucane kłody pod nogi.

Dobrze, że podajesz takie przykłady Paweł, żaden złodziej nie powie że nie da się tego lepiej zrobić bo będzie można go odesłać na paweltkaczyk.com 🙂

genialne w swojej prostocie szczególnie dla ludzi którzy dużo jeżdżą, szczególnie że zarobki
u nas wiadomo jakie są i każdy probuje zawsze coś dorobić, a to dawałoby dużą szansę, ale do momentu kiedy wybuchła by afera bo „prowadzący” tą loterię by wygrywali a „szarzy” kierowcy by się obchodzili smakiem…..

i niestety warunkiem jest zmiana myślenia rządzących z zarobkowego na zapobiegliwy…..

Pawle idea wzniosła i metoda wydaje się słuszna. Ale zawsze jest jakieś „ale” 🙂 Nie bez przyczyny taki system funkcjonuje w dojrzałym społeczeństwie jakim są Skandynawowie, a nie w Polsce. My ciągle myślimy linearnie i w nastawieniu na konsumpcję. Kierownica daje poczucie kontroli, jakiego wielu poszukuje. A kontrola, czy tam sprawczość, jest jedną z podstawowych determinant życia społ. Tego się nie uniknie w niedointelektualizowanym środowisku. Na drodze ścigamy się z własnymi kompleksami. Niestety jeszcze przekgrywamy. Niemniej szkoda, że w „rządzie” nie a takich ludzi jak ty, bo pomogliby widzieć sprawy z innej perspektywy. Nie tylko rozwiązań linearnych, ale systemowych.

Tak, tylko co innego chcieć a móc. Jeśli życie wymaga na nim szybkiego przemieszczania się z punktu A do punktu B, to wybór pozostaje prosty. Albo zacznie się bawić, albo pracować (tylko na to chciałem zwrócić uwagę). Upraszam paskudnie, choć chciałbym aby to się udało. Zawsze będzie odsetek drogowej patologii, ale jeśli są sposoby by go zmniejszać, to jestem za 🙂

Obawiam się, że przy naszej mentalności wyglądałoby to tak – jest fotoradar, zwalniam, bo biorę udział w loterii, mijam znów przyspieszam. System miałby fantastyczną rację bytu, gdyby wszystkie kontrole pomiaru nie były oznakowane, co wymusiłoby cały czas jazdę zgodnie z przepisami. Ale kto to by wówczas finansował?

Swoją drogą minister założyć 1,5 mld zł nie z sufitu, a na podstawie wcześniejszych wpływów z mandatów. Poza tym płacą je wyłącznie ci, którzy przekraczają prędkość, co pokazuje skalę braku poszanowania dla przepisów wśród polskich kierowców.

Na ostatniej konferencji ministrów transportu i spraw wewnętrznych podano też koszty wypadków w Polsce, które w 2011 roku wyniosły ponad 20 mld zł! Składają się na nie także koszty akcji ratunkowej, pobytu w szpitalu, rehabilitacji, rent, odszkodowań, utraconych zarobków etc. Dane te obliczył Bank Światowy. Przy tej kwocie założenia min. Rostowskiego nie pokrywają nawet tych kosztów.

zbyt zlodziejski kraj, zeby bylo to mozliwe. nikt nam nie odda pieniedzy a tym bardziej politycy. Nasz kraj przez tych egoistow przestal sie rozwijac i dazy do upadku i powstania biedoty, a powinno nam sie zyc lepiej.

No ale jak. Skoro auta Inspekcji (te z radarami) zamiast jeździć tak aby kierowcy nie byli pewni kiedy zostaną złapani więc zawsze się pilnowali, to stoją na poboczach. A stoją bo jeżdżąc zużywają paliwo które trzeba by potem kupować za mandaty, ergo mniej wpływałoby do kasy.

Ale jest i „nagroda” w tym systemie! Jeśli tylko zapomni się kto kierował autem i zapłaci 100 zł więcej za mandat z radaru, a nagrodą w tym przypadku jest brak punktów karnych (czegoś co lepiej dyscyplinuje kierowców niż kara finansowa).

Oczywiście mając na uwadze powyższe praktyki trudno uważać że bezpieczeństwo a nie kasa do budżetu jest tutaj najważniejsze…

jeśli ludzie jeździliby przepisowo, nie byloby za co dawać mandatów, i 1,5mld byloby nie do osiagniecia, ba… nawet bylyby mniejsze wplywy niz obecnie, wiec koniec koncow panstwo by stracilo więcej. Grywalizacja ma prowadzic do zadowolenia klienta i sprawienia by byl „stalym klientem”, wiec na przyszlosc tez nie rokuje to ziekszeniem wplywow z mandatów. Pomysł super… ale nie przejdzie u nas 🙁

Gamifikacja, grywalizacja, gryfikacja, gamification – wszystkie opisują to samo zjawisko. Używanie sposobu myślenia znanego z gier do zmiany ludzkich zachowań. Osobiście lubię termin „grywalizacja” (ale być może nie jestem obiektywny, napisałem książkę pod takim tytułem) 😉

Też wolę Twoją grywalizację, brzmi tak… polsko 😉
Osobiście nie lubię stosowania zagranicznych zwrotów jeśli można stosować polskie 😉

Panie Pawle, bardzo podoba mi się ten pomysł!

Podoba mi się także to, że mechanizm ten powodował by przepływ pieniędzy od powodujących wykroczenia do jeżdżacych bezpiecznie i w ten sposób wpływał na motywację graczy.

Uwagi odnośnie pomysłu (politeruję by było łatwiej się odnosić do nich):

(A) Jeśli tym sposobem chcemy poprawiać bezpieczeństwo (np. mierząc ilość wypadków), to świetnie, ale musimy mieć (przed wdrożeniem gry) pewność, że większość znaków, zakazów sprzyja bezpieczeństwu. Uważam, że znaków ogólnie jest za dużo i przestają poprawiać bezpieczeństwo.

(B) Gdyby, jak ktoś niżej pisał, problemem stało się, to, że nie opłaca się już grać bo pula jest za mała, bo większość jeździ dobrze to właśnie osiągneliśmy to co chcieliśmy: bezpieczniejszą jazdę. Przy zachowaniu (A) mamy poprawę bezpieczeństwa. Powrót do sytuacji pierwotnej nadal się nie opłaca: stracisz pieniądze na rzecz kogoś, kto jeździ w porządku. To co jest wyśmienite tutaj, to właśnie dzięki możliwości ustawiania procentu na wypłaty możemy aktywnie regulować gdzie jest punkt równowagi w grze. Rośnie ilość wypadków spowodowanych wykroczeniami? Zwiększ przydział puli lub sposób losowania, itp.
(C) Niestety nic w kraju póki co nie zawiera formy pozytywnego wzmocnienia. Może się mylę, ale należy mieć to na uwadze, że taki pomysł to nie tylko nowatorstwo dlatego, że to gra – także dlatego, że to przewrót filozofii traktowania obywateli z negatywnego wzmocnienia na pozytywne. Nota bene: z mojej opinii przewrot taki się nigdy nie stanie w żadnej sferze życia, ale to już mój brak wiary
Serdecznie pozdrawiam,
Maciej Sołtysiak

W 100% zgadzam się z A – uczestnicy gry muszą wierzyć, że gra jest zaprojektowana z sensem.

Co do C – to się już dzieje, w wielu sferach życia. Wszędzie tam, gdzie kilku oferentów konkuruje o Twoje ograniczone zasoby (a mają do sprzedania podobny produkt lub usługę), zaczynasz być „kuszony”. Nawet w prawie mamy z tym już do czynienia – czym w końcu jest becikowe, jeśli nie nagrodą za określone zachowanie, pozytywnym wzmocnieniem? 🙂

A czy ktoś mnie nagradza za brak zaległości z płatnościami za
mieszkanie? Od kiedy prawo jest od nagradzania? Ono określa ramy
dozwolonych zachowań, a wykroczenie poza nie skutkuje przewidywanymi
konsekwencjami, zasadniczo negatywnymi. Od tego imho jest prawo.

Niezręcznie śmiem dalej polemizować ;). Becikowe nie ma charakteru nagrody (zresztą nagroda taka, że „pff”), a pomocy socjalnej (zresztą są kryteria że od jakiejś kwoty się nie należy), która moim zdaniem też nie należy do zdrowego objawu naszego prawodawstwa, ale to już inna historia ;).

Ja się chwalę, że jeżdżę przepisowo. Ale ja także nie piję wódki, więc jestem przyzwyczajony do dziwnych spojrzeń 🙂

Trzeba jednak pamiętać, na ile fotoradary służą bezpieczeństwu (bo służą rzeczywiście), a na ile zwiększaniu wpływów do budżetu.
Grywalizacja fotoradarów to ciekawy koncept, tylko wymagałby ogromnych nakładów na zmianę systemową. Nie mówiąc o zmianach prawnych.

Ale naszemu rządowi nie chodzi faktycznie o poprawę bezpieczeństwa, bo ma on gdzieś naród. Gra jest tylko o wyciągnięcie jak najwięcej kasy aby ratowac budżet, bo zbędnych wydatków nie brakuje. W ten sposób polscy kierowcy sfinansują np. zbrodniczą interwencję w Afganistanie lub dofinansują budowę muzeum żydowskiego. Im więcej się ludzi zabije na drogach w wieku przedemerytalnym, tym lepiej dla ZUS – tak rozumuje nasz minister finansów.

Pomysł bardzo fajny i jest spora szansa, że znacznie poprawiłoby to bezpieczeństwo na drogach. Ale nie oszukujmy się, fotoradary nie są po to, żeby poprawić nasze bezpieczeństwo ale po to, żeby załatać dziurę budżetową. Ale może w przyszłości coś takiego wejdzie…

A jakby tak jeszcze dać GWARANTOWANĄ nagrodę np za 100 dozwolonych prędkości z rzędu? Przykładowo darmowe tankowanie na jednej z sieci (sieć mogłaby wtedy co-sponsorować kampanię)? To byłby hicior!

Ogólna idea jest super, chociaż z tą kwotą 750mln to przesada, aż tyle bym na to nie dawał. Jest inny problem – pojawią się ludzie, którzy będą chcieli na tym zarabiać i jeździć w kółko przy fotoradarach. Udział w takiej loterii lub jakiekolwiek nagrody musiałyby być zależne od długofalowych celów, a nie od pojedynczych pstryknięć fotoradaru. Przykładowo 99% pomiarów w ciągu roku prawidłowych = udział w loterii/nagroda. Druga sprawa – rozsyłanie listów, że dana osoba jechała dobrze i weźmie udział w loterii to trefny pomysł – niepotrzebny spam i niepotrzebne koszty wysyłania. Zawodowi kierowcy mieliby tony listów. Oczywiście jeżeli każde „dobre” zdjęcie powoduje jeden los w loterii, to znowu wraca problem „zarabiaczy”, którzy będą jeździli przy fotoradarach, żeby zwiększyć liczbę losów. Pomysł dobry, ale trzeba to wszystko dopracować, żeby nie otworzyć furtki do zarabiania kasy dla cwaniaków, żeby szanse wszystkich były równe, żeby ktoś, kto jeździ od czasu do czasu miał takie same szanse na gratyfikacje jak zawodowy kierowca.

A no i jeszcze jedna ważna sprawa – musiałaby powstać baza kierowców i system, który by zapisywał poczynania takiego kierowcy – te złe i te dobre.

Pomysł bardzo fajny, problem z nim byłby jeden główny – wymieniony na samym początku – „Kierowca zwolni przed radarem, ale zaraz potem dociśnie gaz do dechy.” Przez co w losowaniu udział braliby też kierowcy przestrzegający przepisów tylko chwilowo, a jedynym sposobem na to były radary ustawiane bez wcześniejszej zapowiedzi, że będzie kontrola takowa, czego chyba zrobić nie można?

Panie Pawle to prosty sposób wzmacniania tzw. dobrych odruchów, wiedzą o tym już na poziomie podstwowym osoby szkolące zwierzęta. Jak coś działa na poziomie progowym to zadziała zawsze. Kara zmusza ale nie przekonuje. W naszym kraju stawia się radary by zarabiać pieniądze a nie po to by dbać o bezpieczeństwo. Taka smutna prawda. Jestem jak najbardziej za taką formą przekonywania do bezpiecznej jazdy. Oby tak to działało. Pozdrawiam

obawiam się, że w Polsce chodzi o zupełnie coś innego. Lisek Chytrusek w TVP2 zapytał Nowaka: to zróbmy tak, zamiast dopłacać 100 zł i nie mieć punktów, nie płaćmy nic. w zamian przyznajcie więcej punktów, jako bat na piratów drogowych, bo szybciej mogą stracić prawo jazdy. nowak nie wiedział jak widzom powiedzieć, że w takim wypadku nie zarobią tych 1,5mld

Nagradzanie kogoś za to, że nie złamał prawa? Myślę, że to też nie prowadzi do realnej zmiany postaw kierowców – oni po prostu będą walczyli o nagrodę.

Poza tym: wyobraź sobie zastosowanie tego przepisu przy okazji innych wykroczeń. Bierzesz udział w loterii, bo nie wyniosłeś nic ze sklepu, nie zasztyletowałeś żony i posprzątałeś kupę po psie…

A może dobre uczynki mogłyby nabijać kartę Payback? 😀

A mnie ciekawi który kraj jako pierwszy postanowi obalić znaki zakazu przekraczania prędkości i wprowadzi znaki pozwolenia na jazdę daną prędkością. Osobiście wolałbym być informowany o tym że na danym odcinku dopuszcza się jazdę daną prędkością i doskonale rozumiem osoby, które na każdym kroku są informowane, że tego im nie wolno i tamtego im nie wolno bo w przeciwnym razie kara, mandat, itp. zwyczajnie czasem mają potrzebę uwolnienia się od tych wszystkich zakazów 😛

LUDZIE LUDZIE CUDA W TEJ BUDZIE !

Pomożemy Ci wyśledzić każdego! Wystarczy numer telefonu poszukiwanej osoby,
a już po chwili będziemy mieli jej położenie dokładnie oznaczone na mapie.
Szybko i co najważniejsze w 100% anonimowo. Polecam Sandra
( http://goo.gl/ynoCs9 ).

Pomysł wydaję się dobry, przemyślany, finansowo też gra. Zapewne wywołał by pozytywne nawyki w śród kierowców. W końcu nagrody nie są bardzo symboliczne, a nawet motywujące 😉

Bardzo ciekawe spojrzenie. Ale Szwedzi mają dużo większą „nagrodę” dla kierowców niż jedna zabawna loteria – oni budują im naprawdę bezpieczne drogi. Są trzy elementy: inżynieria, edukacja i nadzór. Trudno się dziwić, że u nas ludzie nie rozumieją potrzeby fotoradarów (działają punktowo, owszem, ale działają – i jest mnóstwo opracowań naukowych, także polskich, które to potwierdzają), skoro oprócz rozwiniętej sieci nadzoru mało widzą inwestowania w drogi (budowa autostrad to cywilizacyjny wymóg, a nie poprawianie bezpieczeństwa, należy zobaczyć, jak wyglądają drogi wojewódzkie, niektóre krajówki czy powiatowe i gminne).
A sytuacja u nas wynika nie tylko z braku pieniędzy, ale… to już zupełnie inna opowieść. Pozdrawiam

Dodaj komentarz