Czy wiesz o tym, że przez sieć swoich znajomych (i znajomych ich znajomych) możesz skontaktować się niemal z każdym na świecie?

Wybierając dowolną osobę na świecie, możesz poprosić swojego znajomego, aby poprosił swojego znajomego (i tak dalej), aby przekazał jej paczkę, wiadomość, kontakt. Wydaje Ci się, że ten łańcuch będzie nieskończenie długi? Nie doceniasz swoich znajomości. Badania dowiodły, że Twoja wiadomość przejdzie średnio jedynie przez… sześciu znajomych.

Teoria nie jest nowa, po raz pierwszy pojawiła się w 1929 roku jako tzw. efekt małego świata (small world phenomenon) w twórczości węgierskiego pisarza Frigyesa Karinthy’ego. Niemal 30 lat później amerykański socjolog Stanley Milgram próbował ją zbadać — wręczał paczki osobom z amerykańskiego Zachodu i polecał (przez sieć znajomości) przekazać ją obcej osobie w Massachusetts. To właśnie badaniom Milgrama zawdzięczamy wyliczenie średniej liczby połączeń (sześć).

Wyniki badań Milgrama — choć znalazły sobie miejsce w nauce i kulturze popularnej — były podważane. Jego metody były kwestionowane z powodu niewystarczającej ilości sprawdzalnych wyników. Ale w 2001 roku Duncan Watts, profesor Uniwersytetu Columbia, próbował powtórzyć eksperyment sprzed kilkudziesięciu lat… w Internecie. Zamiast paczki używał e-maila, który miał być przekazywany poszczególnym osobom w danej sieci znajomych, aż trafi do adresata. Średnia ilość przekazów wyniosła… sześć!

Zjawisko “małego świata” wróciło do łask, a Internet dał mu nowe oblicze i nowe możliwości. Pojawił się trend zwany “social networks” (sieci znajomych — z akcentem bardziej na “networks”). Pojawiły się też oczywiście serwisy ułatwiające zarządzanie takimi sieciami.

Moim osobistym wyborem jest tu LinkedIn. Co prawda mamy rodzime serwisy (jak choćby grono.net czy generacja.gadu), jednak są one bardziej ogólne. Nie potrzebuję specjalistycznego serwisu do poznawania nowych znajomych czy pogaduszek w Internecie. LinkedIn to serwis koncentrujący się na znajomościach biznesowych.

Na czym polega “social networking” w internetowym wydaniu? Rejestrujesz się w serwisie, wypełniasz swój profil (aktualna praca, poprzednie zajęcia, ukończone szkoły, stowarzyszenia itp.), a następnie ładujesz listę adresów e-mail swoich znajomych. Możesz ich zaprosić do LinkedIn lub — jeśli są już członkami — dodać do swojej sieci. Ludzie “z Twojej sieci” mogą udostępnić Ci listę swoich znajomych i możesz poprosić o przedstawienie Cię komuś, z kim chciałbyś porozmawiać, zrobić interes itp. Możesz także przeszukiwać całą sieć np. za konkretną firmą, osobą czy usługą. Jeśli LinkedIn znajdzie to, czego szukasz, pokaże Ci najkrótszą drogę poprzez sieć znajomości aby do tej osoby/firmy dotrzeć.

Do czego można tego używać? Badania pokazały, że “social networking” jest rewelacyjną (i bodaj najskuteczniejszą) metodą poszukiwania pracy. Jeśli poleca Cię znajomy (bądź znajomy znajomego), masz dużo większe szanse na zdobycie pozycji, niż obca osoba. Również przy zawieraniu kontraktów biznesowych lepiej mieć jakieś rekomendacje. A te od znajomych liczą się najbardziej.

Jeśli ktoś nie próbował jeszcze “social networking”, radzę dać się skusić. Zdziwicie się, jak daleko sięgają Wasze “macki” 🙂

Pewną barierą dla niektórych może być język. Znam mnóstwo wartościowych osób, których nie zapraszam do LinkedIn dlatego, że nie będą w stanie wykorzystać potęgi serwisu bez znajomości języka. Pozostaje nam jedynie czekać na pokazanie się takiego profesjonalnego serwisu w rodzimym wydaniu.