Dla “zwykłych” użytkowników komputera termin “otwarte formaty plików” nie ma większego znaczenia, a głoszone przez zwolenników otwartego oprogramowania teorie o “zmierzchu MS Worda” uznają za niedorzeczność. Czym są otwarte formaty plików i dlaczego to powinno być dla Ciebie ważne? Przeczytaj.

Odrobina historii
Jakieś 12 lat temu w świecie pecetów królował jeszcze DOS, poprzednik systemu Windows. Komputery w polskich biurach służyły za maszyny do pisania, arkusze kalkulacyjne dopiero zaczynały zdobywać użytkowników. W wielu firmach nie było sieci wewnętrznej (o Internecie też nie było co marzyć), więc jeśli pani Krysia z kadr chciała wydrukować swój dokument, nagrywała go na dyskietkę i niosła do księgowości. Tam pan Mietek wkładał dyskietkę do stacji, uruchamiał TAG-a, otwierał jej dokument i drukował.

Szef z kolei przychodził do pana Mietka po raporty księgowe. Pan Mietek nagrywał mu na dyskietce odpowiedni arkusz Lotusa 1-2-3, a szef otwierał go u siebie, wprowadzał poprawki i oddawał księgowemu.

Nikt nie myślał o “otwartych formatach plików” — przecież wszyscy mieli TAG-a i Lotusa, prawda? Nikt nie wyobrażał sobie, że kiedyś mogą zniknąć z rynku — o wiele bardziej realne było zagrożenie związane z “pluskwą roku 2000”.

Co Ty wiesz o TAG-u?
Trzask, prask, czasy współczesne. Rok 2005, pluskwa milenijna okazała się strachem z wielkimi oczami. Pytania do Ciebie, Czytelniku: Widziałeś kiedyś na oczy TAG-a? A Lotusa 1-2-3 pod DOS? Słyszałeś w ogóle o TAG-u? Jeśli poproszę Cię o wymienienie najbardziej znanego edytora tekstu, usłyszę “Microsoft Word”. Arkusz kalkulacyjny? “Microsoft Excel” — odpowiesz. Ba, niektórzy nie potrafią wymienić żadnych innych edytorów czy arkuszy. Nie winię ich, pan Mietek i pani Krysia też nie potrafili.

Informacje na komputerach zapisujemy codziennie. Nie wszystkie będą musiały przetrwać 10 lat, ale jest sporo takich (jak np. dane firmy, dane statystyczne, raporty pogodowe, akta sądowe itp.), które muszą przetrwać dużo więcej. Zapisywanie ich jako DOC dziś wydaje się dobrym pomysłem — wszyscy mają MS Worda, wszystkie programy czytają MS Worda… Hmm… 10 lat temu tak samo dobrym pomysłem było zapisywanie w TAG-u.

Czym są otwarte formaty plików?
Zatrzymajmy się na krótkie podsumowanie. Chcemy zapisywać pliki w taki sposób, aby móc je bez problemu otwierać i edytować na dowolnej platformie, być niezależni od konkretnego producenta lub właściciela patentu (a najlepiej oddać nadzór nad formatem jakiejś organizacji standaryzacyjnej, np. ISO) oraz — w razie czego — być w stanie samodzielnie “wyciągnąć” informacje ze starego pliku. Potrzebny nam otwarty standard plików.

Aby format plików mógł być nazwany “otwartym standardem” powinien spełniać kilka kryteriów:

  • nie powinien być obwarowany żadnymi patentami ani licencjami — dzięki temu nie jesteśmy zależni od konkretnej firmy, nikt nie może nagle zabronić nam używać danego formatu ani żądać opłat licencyjnych za korzystanie z niego;
  • jego pełna dokumentacja powinna być publicznie dostępna — dzięki temu każdy będzie w stanie sprawdzić, czy format nie zawiera rażących błędów lub luk w zabezpieczeniach (bardzo ważne w przypadku przechowywania ważnych informacji);
  • powinien być uznany przez międzynarodowy organ normalizacyjny (np. ISO) — aby różni producenci nie próbowali “ciągnąć” formatu w swoją stronę rozbijając go na dziesiątki niekompatybilnych ze sobą wersji;
  • powinien być “human readable” (czyli tekstowy, a nie binarny) — aby w ostateczności można było “wyciągnąć” informacje za pomocą zwykłego edytora tekstowego.

Przykłady otwartych formatów
Przykładem takiego otwartego formatu jest HTML. Nad jego rozwojem czuwa konsorcjum W3C, dzięki czemu język rozwija się wraz z rozwojem technologii. Specyfikacja techniczna jest dostępna publicznie dla każdego — każdy może się dowiedzieć, jak działa HTML i korzystać z niego. Dzięki temu dokument HTML można bez problemu oglądać i modyfikować w olbrzymiej ilości programów — od standardowego Notatnika po zaawansowany pakiet typu Macromedia Dreamweaver.

Otwarte formaty to nie tylko tekst — grafikę bitmapową możemy zapisywać w postaci np. plików PNG (UWAGA: format nie jest tekstowy, tylko binarny), a wektorową np. w postaci plików SVG. Za “otwarty” można też uznać format JPEG oraz PDF.

Otwarte formaty ważne są też w plikach muzycznych. WMA czy MP3 możesz co prawda słuchać za darmo, ale są to technologie obwarowane patentami. Za program do tworzenia WMA czy MP3 trzeba już zwykle zapłacić opłaty licencyjne. A przecież ich “wolne” odpowiedniki (np. OGG Vorbis) są w pełni udokumentowane i dostępne (do tworzenia i odtwarzania) całkowicie za darmo.

Czy to takie ważne?
Jeśli zapisujesz swoje dane w formacie, którego dokumentacja nie jest publicznie dostępna, prosisz się o kłopoty. Wiem, że dziś mówisz sobie, że MS Word nie zniknie z dnia na dzień i — jakby co — to się przekonwertuje. Ale zastanów się, ile takich dokumentów dziennie produkujesz? Ile potrwa konwersja? Będzie Ci się chciało? Będziesz pamiętać o wszystkich plikach?

Odpowiem Ci: współpracuję z wydawnictwem, które ma mnóstwo książek opracowanych 10 lat temu. “Suchy” tekst jest w… TAG-u, a gotowe książki w PolType (kolejny DOS-owy dinozaur). Jeśli wydawnictwo potrzebuje np. zrobić kolejne wydanie starej książki, to najlepszą opcją są wydruki i klisze. Ich ponowne wskanowanie i obróbka jest łatwiejsza, niż grzebanie się w DOS-owych programach, których dziś już nikt nie zna i nie pamięta.

Więc co zamiast DOC-a i XLS-a?
OpenDocument to format zapisu plików “biurowych” — pochodzących z edytora tekstu, arkusza kalkulacyjnego, programu do prezentacji czy prostych grafik. Rozwijany przez organizację o nazwie OASIS (której członkami są takie firmy jak IBM, Microsoft, Oracle czy Sun) jest zalecanym przez Komisję Europejską formatem przechowywania danych “rządowych”.

Dokumentacja OpenDocument jest oczywiście publicznie dostępna — dzięki temu już dziś mamy narzędzia, które bez problemu tworzą i czytają ten format. OpenDocument jest domyślnym formatem zapisu nowej wersji pakietu OpenOffice.org oraz linuksowego pakietu biurowego KOffice. Inni producenci będą powoli dostosowywać swoje programy do nowego standardu. Dzięki temu dokument OpenDocument będzie wyglądał i edytował się dokładnie tak samo w OpenOffice, MS Wordzie czy jakimkolwiek innym edytorze. Mało tego, format OpenDocument będzie można importować do bardziej zaawansowanych programów do składu i łamania (jak Adobe InDesign czy Quark XPress).

Ponieważ specyfikacja techniczna jest jawna i nie obwarowana żadnymi patentami, każdy będzie mógł — w miarę potrzeb i możliwości — tworzyć narzędzia do edycji i wyświetlania OpenDocument. Oznacza to możliwość tworzenia takich dokumentów nawet na najbardziej egzotycznych systemach operacyjnych. Oznacza to także, że wcale nie będziemy już musieli korzystać z płatnego (lub za drogiego) oprogramowania. Jeśli znajdą się chętni (a doświadczenie pokazuje, że się znajdują), edytory OpenDocument-ów będą dostępne jako Open Source, za darmo. To bardzo ważne w przypadku wymiany informacji państwo-obywatel. Dziś firmy są zmuszane do kupna Windows, bo program Płatnik nie jest dostępny na inne platformy (a rozliczenie z ZUS jest obowiązkowe). Gdyby specyfikacja formatu była dostępna publicznie, na pewno znalazłby się ktoś, kto napisałby Płatnika pod Linuksa czy Mac OS.

Co możesz zrobić?
Wiele osób może myśleć, że OpenDocument to sprawa jutra, dziś nadal dominuje MS Word. Nieprawda. W wielu firmach używa się np. OpenOffice, ale zapisuje pliki jako DOC przed wysłaniem “ze względu na kompatybilność”. Po okresie “dzikiego piractwa” nadal pokutuje u nas przekonanie, że “każdy ma MS Worda”. To błędne koło, prawda? Ja mam OpenOffice, Ty masz OpenOffice, a wysyłamy sobie pliki MS Worda. Głupie 🙂

Miej odwagę powiedzieć swoim odbiorcom czy współpracownikom, że nie masz MS Worda. Bo nie chcesz mieć pirackiego oprogramowania, a nie chcesz wydawać kilku tysięcy na program, który robi to samo, co jego darmowe odpowiedniki. OpenOffice jest dostępny za darmo, dla każdego, na każdą platformę. Nie ma rozsądnych argumentów za tym, aby go nie używać.

Miej odwagę wysłać do ludzi plik ODT (OpenDocument Text) lub choćby PDF zamiast DOC-a. A jeśli ktoś poprosi o DOC-a, odeślij go do tego artykułu. Postaraj się wytłumaczyć rozmówcy, że nie musisz mieć Worda.

A jeśli używasz (legalnego lub nie) MS Office, zastanów się nad zmianą. OpenOffice w wersji 2 osiągnął już taką dojrzałość, że spokojnie i bez wielkiego wysiłku będziesz w stanie go używać. Całkowicie po polsku, z doskonałym polskim słownikiem i dzieleniem wyrazów. Do pobrania np. stąd (82 MB).

Możesz też czekać na następną wersję MS Office, która będzie bez trudu otwierała i edytowała dokumenty OpenDocument. Ale czy na pewno warto płacić kilka tysięcy za pół roku za to, co możesz dostać za darmo już dziś? 🙂