Zrób ze mną mały eksperyment myślowy. Mam w głowie zbiór liczb, podam Ci kilka z nich. Twoje zadanie to odgadnięcie, jaka reguła rządzi tym ciągiem. Pomocne w odgadywaniu będą pytania – możesz zapytać mnie o dowolną liczbę a ja Ci powiem, czy ona do tego ciągu należy, czy nie. Gotów?

9, 11, 15. O jaką liczbę zapytasz najpierw? Większość ludzi pyta o 13 po czym słyszy „tak, ta liczba jest w ciągu”. Masz już jasne pojęcie, o jaką regułę chodzi, prawda? Dla pewności pytasz jeszcze, czy w ciągu jest 17 i słyszysz „tak”. 7? Tak. Jaka jest reguła? W ciągu są liczby nieparzyste, prawda? Nie, reguła jest inna. Jaka? Tu właśnie zaczynają się schody.

Po zobaczeniu kilku liczb w Twojej głowie pojawiła się hipoteza. Pytania pozwalają Ci ją zweryfikować. Problemem jest metodologia, której Twój mózg używa do weryfikowania hipotez – zamiast próbować zadać jej kłam, próbuje ją potwierdzić! Zakładasz, że w ciągu są liczby nieparzyste i… pytasz o kolejne liczby nieparzyste. Słyszysz „tak”. Ha! Potwierdza to moją teorię! Ale co by się stało, gdybyś zapytał o liczbę parzystą? Usłyszałbyś… tak. Bo regułą ciągu, o którym myślałem było „wszystkie liczby naturalne”. Tylko jeśli podam liczby parzyste jako przykłady, nikomu nie przyjdzie do głowy spytać o coś innego.

Media społecznościowe dla marki są takim „ludzkim weryfikatorem hipotez”. Najczęściej nie sprawdzamy „przeciw” hipotezie tylko szukamy potwierdzenia czegoś, co już wiemy. Wynika to z samej natury tego medium – na Facebooku nie widzimy na przykład wszystkich opinii tylko te wstępnie przefiltrowane przez źródła, czyli naszych znajomych. Kto filtrował? Oczywiście my sami. Tak samo jest ze stronami, które lubimy (a więc widzimy na wallu): albo sami je dodaliśmy, albo znajomi je udostępnili. Mało tam przypadkowości. Kanały na YouTube (druga najpopularniejsza społecznościówka w Polsce) subskrybujemy sami. To może fora internetowe? Tam na nasze pytania odpowiada w miarę przypadkowa (choć nie reprezentatywna) grupa ludzi, prawda? Niestety, nie. Bing Liu, który zajmuje się naukowo wyszukiwaniem fałszywych i kupionych opinii o produkcie szacuje liczbę fałszywych (kupionych) internetowych opinii aż na jedną trzecią wszystkich zamieszczonych w sieci odpowiedzi.

Pytanie brzmi, czy taki stan rzeczy jest czymś złym. Moim zdaniem nie. Naukowcy chcieliby, żebyśmy czerpali wiedzę o świecie z doskonale wyważonych i obiektywnych badań. Tylko że nasz mózg – jak pokazał początkowy eksperyment – wcale tego nie chce. Potrzebujemy „polukrowanych” fanpage’y by budować nasz wizerunek świata. W końcu marki, które lubimy (na Facebooku czy w prawdziwym życiu) są najlepsze, prawda? I ich obecność w social media ma to potwierdzić. Weryfikację przeciw hipotezie zostawmy robotom.

Chcesz więcej?

Powyższy tekst ukazał się jako komentarz ekspercki w raporcie SocialHearts. Ściągnij cały raport jeśli chcesz przeczytać co w komentarzach napisali Natalia Hatalska, Anna Miotk czy Paweł Lipiec.