czyli o tym, jak wykład motywacyjny Ci szkodzi

W 2000 roku na łamach Advances in Experimental Psychology ukazał się artykuł, którego autorami byli Mark Leary i Roy Baumeister. Leary jest dziś profesorem, szefem katedry psychologii Uniwersytetu Duke, Baumeister – profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanowym Florydy. Artykuł miał tytuł Natura i funkcje samooceny. Teoria socjometru. W wielkim skrócie: panowie stwierdzili, że pompowanie samooceny (na przykład przez wykłady motywacyjne)… nie tylko jest bezużyteczne. Jest nawet niebezpieczne.

Pompowanie samooceny jest jak kokaina

Samoocena – według ich teorii – to subiektywne odczucie na temat tego, czy członkowie grupy do której należysz (lub chcesz należeć) uważają Cię za potrzebnego i wartościowego. To swego rodzaju społeczny instrument ostrzegawczy (socjometr), który pozwala Ci modyfikować zachowanie, jeśli zauważysz, że grupa potrzebuje czegoś innego. Jeśli zaś zachowujesz się w porządku, odczuwasz przyjemność.

Jednak Baumeister i Leary ostrzegają przed „sztucznym pompowaniem” samooceny. Co prawda dobrze się z tym czujesz, ale jednocześnie robisz bałagan w zaprojektowanych przez naturę systemach ostrzegawczych. Tak samo działa… kokaina.

„Narkotyki wykorzystują naturalne mechanizmy odczuwania przyjemności, które w ludzkim ciele istnieją by pozwolić nam odczuć osiągnięcie pożądanego celu. Narkotyk taki jak kokaina może sprawić, że czujemy euforię bez konieczności wykonania pracy, która do tej euforii prowadzi, oszukując nasz system nerwowy, który myśli, że także okoliczności są przyjemne. Dokładnie tak samo sztuczne pompowanie samooceny jest oszukiwaniem naturalnego mechanizmu socjometrycznego: człowiek myśli, że jest wartościowym członkiem społeczności.”

Po kokainie budzisz się w rynsztoku. Po wykładzie motywacyjnym… otwierasz oczy w zagródce w openspejsie… I chcesz więcej. Więcej pustej motywacji.

1,33% nauki w bredniach

Dokładnie rok wcześniej Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne poprosiło Baumeistera o przeprowadzenie dokładnej analizy wszelkiej dostępnej na rynku literatury dotyczącej motywacji i samooceny. On i jego zespół mieli posortować prace, zweryfikować ich dokładność a na podstawie tych, które utrzymują naukowy rygor ustalić raz na zawsze, jaki wpływ ma samoocena nie tylko na nasze poczucie szczęścia, ale także na zdrowie czy jakość związków.

Z 15.000 prac, które zespół wynalazł na początku, test naukowego rygoru przeszło… 200 – dokładnie 1,33%. A obraz, który się z nich wyłaniał nie był optymistyczny. Ludzie z wysoką samooceną nie mieli bardziej szczęśliwych małżeństw, nie byli lepsi w pracy, nie radzili sobie lepiej w szkole. Sztucznie napompowana samoocena sprawia, że jesteś bardziej zmotywowany, ale… długoterminowy efekt jest praktycznie żaden.

Po wykładzie motywacyjnym nie wychodzisz mądrzejszy. Wychodzisz z przemożną chęcią robienia tych samych rzeczy… szybciej, z większym wigorem. Dopóki „odlot” nie zwietrzeje.

Ale jest sposób, by uczynić Cię mądrzejszym, by Twoje oceny się polepszyły. I w to powinieneś zainwestować. Jaki?

Efekt Pigmaliona

W 1964 roku Robert Rosenthal, profesor psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim z pomocą Lenore Jacobson, dyrektorki szkoły podstawowej w południowym San Francisco, przeprowadził dość nietypowy eksperyment.

Na początku roku szkolnego przeprowadzili oni na dzieciach (w klasach 1–6) standardowe testy IQ oraz coś, co nazwali „testem potencjału”. Następnie poinformowali nauczycieli o tym, że – w wyniku testu – zidentyfikowali 20% „dzieci z potencjałem”. A potem obserwowali i mierzyli, jak działa ich narzędzie.

Mieli rację. Oceny dzieci zidentyfikowanych jako „z potencjałem” poszybowały w górę w ciągu semestru. Efekt był najbardziej ekstremalny w najmłodszych klasach, ale właściwie w każdej grupie wiekowej był wyraźnie widoczny. Co więcej, w standardowych testach na IQ, „dzieci z potencjałem” miały lepsze wyniki niż na początku roku. Nauczyciele nie mogli się nadziwić, jak doskonałe narzędzie pomiarowe zaprojektowali dla nich badacze.

A potem Rosenthal i Jacobson powiedzieli im prawdę: „dzieci z potencjałem” były wybrane losowo. I że to reputacja dzieci sprawiła, że nauczyciele widzą je jako bardziej zdolne oraz poświęcają im więcej czasu, jeśli zdarzają im się potknięcia.

Reputacja sprawia, że Twoje otoczenie czyni Cię naprawdę mądrzejszym. Niezależnie od tego, jak wysoką masz samoocenę. Eksperyment był powtarzany także w miejscu pracy. I wiesz co? Twój szef reaguje dokładnie tak samo jak nauczyciele w podstawówce pani Jacobson. Samospełniająca się przepowiednia. Efekt „Pigmaliona”.

Inwestowanie w reputację przypomina jedzenie wartościowych posiłków – naprawdę czynią Cię silniejszym. Wykład motywacyjny to czekolada – oczywiście, że czujesz się lepiej. Ale w dłuższej perspektywie to puste kalorie, które kiedyś się na Tobie zemszczą.