fbpx
Paweł Tkaczykbudowanie marki, grywalizacja, storytelling
Narzędzia social media: bit.ly i inni

Narzędzia social media: bit.ly i inni

Czasy, w których ktoś zachwycał się Twoimi śniadaniami się skończyły – do budowania obecności w mediach społecznościowych potrzeba trochę więcej kreatywności i strategii. Mam jednak jeszcze dobre wiadomości: w internecie pojawia się coraz więcej narzędzi, które osłodzą Ci tę pracę. Oto mój subiektywny przegląd:

Loomly

Jeśli działasz online, to pojęcie „produktywność” nie może być Ci obce (podobnie jak minimalizm oraz rok video). Na pewno wiesz też o tym, że aby pracować wydajniej warto przygotować pewne rzeczy hurtowo, zamiast skakać od zadania do zadania. 

Planując posty z wyprzedzeniem (na przykład) miesięcznym nie tylko stajesz się ninja efektywności ale także masz okazję lepiej przemyśleć swoją strategię – trochę tak, jakbyś wydawał ekskluzywny miesięcznik. Pomyśl więc, jakie kategorie treści możesz wyodrębnić, a następnie postaraj się, aby to, co publikujesz było pod tym względem zróżnicowane. Pamiętaj, że nie każdy obserwuje Cię dla „całego pakietu”, niektórych interesuje tylko kilka aspektów Twojej działalności. Planując posty z góry masz okazję ich zadowolić.

Na rynku jest już sporo narzędzi do planowania i optymalizacji social media. Szczególnie godnym polecenia jest Loomly. Jedną z jego najfajniejszych funkcji jest publikowanie treści na kilku kanałach za jednym razem – jeśli wrzucasz czasem te same (lub podobne) komunikaty na wszystkie swoje media, na pewno przypadnie Ci do gustu. Loomly integruje wszystkich największych graczy: Facebook, Twitter, Instagram, Pinterest oraz LinkedIn. To narzędzie podrzuci Wam również inspiracje na podstawie trendujących hashtagów, jeśli wyczerpują się już Wam pomysły, a także podpowie na bieżąco, jak optymalizować posty (coś na kształt funkcji znanych wtyczek do SEO). 

Go Fucking Work

A skoro już o produktywności mowa, to najnowsze badania pokazują coś, co gdzieś pod skórą wiemy, a i tak pewnie Was zszokuje: pracownicy marnują w tygodniu średnio… 21 godzin pracy. Czyli ponad pół etatu zajmuje Ci nie-praca. 

Szczególnie trudne jest to dla tych z nas, dla których social media to nie tylko sposób na przedłużenie przerwy obiadowej, ale codzienna żmudna robota. O ile osoby dłubiące w Excelu pewnie dają radę się z nim na trochę rozstać (?), to media społecznościowe zaprojektowane są tak, żebyśmy nie chcieli z nich wyjść. Ci, którzy użytkują je nie tylko prywatnie, ale też zawodowo mogą mieć problem z postawieniem jasnej granicy, a tym samym z produktywną pracą.

Z pomocą przyjdzie Wam Go Fucking (czy powinienem był wykropkować?)Work. To darmowa wtyczka do Chrome’a, ale na pewno znajdziecie odpowiedniki dla innych przeglądarek. Dzięki niej możesz tymczasowo blokować różne strony (na przykład wybrane media społecznościowe), aby skupić się na konkretnej pracy (na przykład w wybranym kanale). A jak pewnie wiesz, najlepszym sposobem na zwiększoną wydajność nie jest ćwiczenie silnej woli, a zaprojektowanie swojego środowiska tak, żeby możliwie mało kusiło. 

Keyhole

Działasz na Twitterze i Instagramie? Koniecznie poznaj Keyhole. To narzędzie, które wyniesie Cię na Wyższy Poziom Zarządzania Hashtagami. 

Mam nadzieję, że monitorujesz hashtagi związanych ze swoją branżą i firmą. Jeśli tak, lub jeśli szukasz nowych, spróbuj wrzucić w Keyhole kilka pomysłów. Co dostaniesz w zamian? Ano sporo: dane demograficzne osób, które angażują się pod danym hasłem, statystyki związane z jego użytkowaniem, zasięgi i wszystko inne, co mogłoby Cię zainteresować. 

Część polskich marek nie docenia roli hashtagów, a w tej prostej grze nie chodzi wcale o to, żeby napstrykać ich możliwie najwięcej i możliwie ogólnikowo. Hashtagi mogą być całkiem niezłą zabawą. Pomyśl nad hasłami, które zaktywizują Twoją społeczność, takimi, których powinni użyć, jeśli chcą, żebyś zobaczył ich Ty oraz Twoi obserwujący. Dobrym pomysłem jest na przykład stworzenie hashtaga, którym oznaczać będziecie Twój nowy produkt, lub który zintegruje osoby wybierające się na daną konferencję. Keyhole Ci w tym pomoże.

Bit.ly

Skąd wiadomo, że informacje z różnych źródeł, którymi się dzielisz są interesujące dla Twoich obserwatorów? Odpowiedź jest prosta: z danych. Jednak o ile mierzenie ilości osób, które weszły na naszą stronę jest proste (heloł Google Analytics), to jak mierzyć kliknięcia, które prowadzą pod obcy adres? Z pomocą przychodzą serwisy do skracania linków. Nie tylko pozwalają zmieścić długi adres URL w 280-znakowym tweecie, ale także mierzą ilość osób klikających w udostępniony przez Ciebie link. Serwisów do skracania linków jest wiele, a najpopularniejszy z nich to bit.ly.

Kiedy skracasz linki, bit.ly domyślnie przedstawia je w formacie bit.ly/R4ks1. Ciężkie do zapamiętania, prawda? Jeśli używasz linku tylko raz, nie ma z tym problemu. Ale co, jeśli chcesz się nim dzielić często? Część za bit.ly można dostosować, nadając jej unikalną nazwę. Zobacz to: bit.ly/BartleTest – to link do adresu z testem osobowości graczy Bartle’a, który stworzyłem na potrzeby szkolenia. Dużo łatwiejsze do zapamiętania (i podyktowania słuchaczom), niż pełny adres, prawda?

Teraz wyobraź sobie, że chcesz opowiedzieć za pomocą Twittera historię, która składa się z wielu wątków. Przykład: 27 sierpnia w papierowej „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Miłady Jędrysik na temat reakcji internautów na odejście Steve’a Jobsa z Apple. Artykuł zawierał kilka przykładów – oczywiście w formie linków. Jak zebrać to razem? Bit.ly oferuje funkcjonalność tzw. „paczki” (ang. bundle), dzięki której wszystkim linkom możemy dać jeden adres. Odbiorca może obejrzeć wszystkie linki (z tytułami, opisami) w takiej kolejności, w jakiej je zaplanowałeś. A na dole jest nawet miejsce na dyskusję o nich. Jak to wygląda? Ewangelia według Stefana jako bundle.

Z którego narzędzia skorzystasz?

Autor
Paweł Tkaczyk
Paweł Tkaczyk