Jane McGonigal „Superbetter”

Jane McGonigal

Newsweek opublikował pod koniec stycznia artykuł pod tytułem Coaching w Polsce: skandale i absurdy. Piętnuje w nim bzdury przekazywane przez wszelkiego rodzaju guru od samodoskonalenia. Bo czymże – jeśli nie bzdurą wierutną – jest przekonywanie, że siłą woli możemy sami wyleczyć się z depresji a inspirację znajdziemy… okładając się po gębach?

Za samozwańczymi naprawiaczami ciał i umysłów nie stoi żadna nauka – Beata Pawlikowska jest znaną podróżniczką, napisała książkę o wychodzeniu z depresji na podstawie własnych doświadczeń. Marcin Szabelski, ekspert od „seduction coachingu” (uczy uwodzenia kobiet) chwali się dwiema setkami seksualnych podbojów. Nauczyciele motywacji przekonują, że jeśli oni nie mają problemu z porannym wstawaniem, Ty też tak możesz. Własne przemyślenia to podstawa ich wiedzy, przelewanej potem na karty książek, blogów, videokursów…

Mam to wszystko w głowie kiedy Jane McGonigal (doktorat z psychologii na Uniwersytecie w Berkeley, ujęta w zestawieniu New York Timesa jako autorka jednej z dziesięciu przełomowych idei biznesu) opowiada mi, jak opóźniła o trzy lata wydanie swojej książki, tylko po to, by upewnić się, że długookresowe wyniki badań zgadzają się z tym, co odkryła.

Jane McGonigal „Superbetter”Oryginalny tytuł jej najnowszej książki to „Superbetter. The Power of Living Gamefully” i szczerze współczuję wydawcy, który musiał przetłumaczyć go na język polski. Moje karkołomne (ale w miarę wierne) tłumaczenie brzmiałoby: „Super-lepszy. Moc, która płynie z podchodzenia do życia jak do gry.” Wydawnictwo Czarna Owca wybrnęło z tego inaczej: „Życie to gra, naucz się wygrywać”. Brzmi zgrabnie, ale… w oryginale nie było słowa o wygrywaniu, więc tytuł mocno zalatuje motywacyjnym „Jesteś zwycięzcą!” – a nie o tym jest ta książka.

O czym jest? Zaczyna się od opowieści o wychodzeniu z traumatycznego doświadczenia: Jane McGonigal doświadczyła poważnego wstrząśnienia mózgu. Długa rehabilitacja oznaczała miesiące spędzone praktycznie na wegetacji – bez spotkań ze znajomymi, z minimum ruchu, bez możliwości czytania czy oglądania czegokolwiek… Depresja była naturalną konsekwencją. Aby poradzić sobie z wyzwaniami rehabilitacji i nie popaść w apatię, Jane – która zawodowo zajmuje się projektowaniem gier i studiowaniem psychologii graczy – zaprojektowała dla siebie zestaw reguł, który pomógł jej przetrwać najgorsze.

Jeśli myślisz, że to książka o wychodzeniu z depresji na podstawie własnych doświadczeń, muszę Cię rozczarować. Historia McGonigal była jedynie punktem startowym do zadania sobie pytania: jak ludzie wychodzący z traumatycznych przeżyć budują swoją motywację? To z kolei doprowadziło ją do ciekawego odkrycia: ludzie wychodzący z urazu czy traumy bardzo często nie zatrzymują się w swojej „drodze powrotnej w górę” w miejscu, z którego spadli. Stres czyni ich silniejszymi – w psychologii zjawisko to nazywa się post traumatic growth (wzrost pourazowy). Jane McGonigal zadała sobie pytanie: czy da się symulować wzrost pourazowy… bez traumy, która ten wzrost wyzwala?

O tym właśnie jest „Superbetter”.

Mając świadomość tego, że jej książka będzie porównywana do wspomnianego w Newsweeku „zacnego” towarzystwa pytam Jane, jak może obronić swoją książkę.

Jane McGonigal„Zaczęłabym od aspektu naukowego. Nasze badania kliniczne były finansowane przez Narodowy Instytut Zdrowia (rządowa instytucja podlegająca Departamentowi Zdrowia – przyp. mój), pracowaliśmy z grupą naukowców Uniwersytetu Pennsylwanii i bardzo ostrożnie podchodziliśmy do wyników. Chcieliśmy naukową metodą ocenić, co działo się z graczami (Jane określa mianem „graczy” uczestników jej metody – przypis znowu mój). Cały proces jest opisany w książce. Fakty, które odkryliśmy były wystarczająco mocne, by inne instytucje badawcze podchwyciły temat i zaczęły prowadzić własne badania. To było dla nas bardzo ważne. To plus fakt, że czekaliśmy, aż spłyną dane od pięciuset tysięcy graczy. W sumie to dzięki nim mogłam napisać książkę. W pewnym sensie gracze byli jej współautorami, dowiedzieliśmy się, które wzmocnienia działają najlepiej, które strategie są skuteczne, jakie wyzwania wpływają na poszczególne odporności… Zebranie danych od pół miliona ludzi…”

Jest epickie samo w sobie…
Właśnie. Jestem dumna, że udało nam się zaangażować tylu ludzi do pomocy w badaniach. W książce cytuję chyba 500 różnych prac naukowych. Dlatego określam tę książkę mianem science-help (pomoc od nauki) bardziej niż self-help (samopomoc).

Mówisz o „poszczególnych odpornościach. W książce opisujesz cztery podstawowe rodzaje odporności. Możesz powiedzieć o nich więcej?
Tak jak powiedziałeś, istnieją cztery rodzaje odporności, które mają wpływ na Twoją zdolność do podniesienia się po stresie czy stawienia mu czoła w momencie, kiedy Cię dopada. Pierwsza jest fizyczna: czy Twoje ciało wytrzyma stres i chorobę. Druga jest odporność emocjonalna – czy dasz sobie radę z negatywnymi emocjami takimi jak frustracja i złość, czy jesteś w stanie je zneutralizować za pomocą ciekawości, entuzjazmu, dumy i miłości.
Trzecia jest odporność społeczna. Mówi, czy masz wystarczająco mocne więzi z innymi ludźmi, czy Twoje interakcje z nimi są pozytywne i czy kiedy będziesz potrzebować pomocy, masz dostęp do wystarczająco szerokiej siatki tych, którzy będą Ci pomagać i wspierać. Ostatnia jest odporność mentalna. To zdolność kontrolowania Twojej koncentracji, siła woli. Mówi, czy dasz radę utrzymać skupienie i optymizm w obliczu przeszkód, czy będziesz w stanie podążać za swoim celem.

Czy jest wśród nich jakaś hierarchia? Która jest najważniejsza?
Myślę, że mentalna. Podstawą do budowania odporności jest Twoje przekonanie, że Ci się uda. I to tak naprawdę podstawa psychologii graczy – jeśli chcesz stosować reguły z gier, jeśli mają wpływać na Twoje zachowania, musisz mieć przeświadczenie, że Ci się uda. Gry są projektowane tak, że na początku źle nam idzie. Kiedy gramy pierwszy raz, czujemy się trochę zagubieni, ale przez ciągłe upadki, cofanie się, próbowanie innych strategii uczymy się wygrywać w coraz to nowe gry. Więc fakt, że nam się nie udaje jest podstawą osiągnięcia mistrzostwa w takiej czy innej dziedzinie, do uczenia się i rozwoju. Pytanie, czy próbujesz dalej nawet jeśli na początku Ci się nie udaje, nawet jeśli nie masz potrzebnych zasobów – to kwestia odporności mentalnej. Jeśli masz przekonanie, by brnąć dalej, możesz rozwijać swoją odporność fizyczną, emocjonalną, możesz poprawić swój styl rozmawiania z innymi. Dlatego mentalną odporność uważam za najważniejszą.

W książce opisujesz proces stawania się „superlepszym” w siedmiu krokach. Twierdzisz, że działa on na młodych i starych, mężczyzn i kobiety. Ale badania pokazują, że mężczyźni i kobiety cenią w grach różne rzeczy. Da się uczynić ten proces bardziej atrakcyjnym jeśli jesteś na przykład osobą starszą?
Największą różnicą, którą dostrzegamy jeśli chodzi o angażowanie się w gry osób w różnym wieku jest coraz mniejsze zainteresowanie rywalizacją. Wiele badań pokazuje to jednoznacznie. Są nawet instytuty badawcze rozwijające gry, w które mają grać osoby starsze, wymagające już stałej opieki – na przykład rodzice dorosłych dzieci – ze swoimi dziećmi. Gra jest częścią procesu opieki nad taką osobą. Starsi ludzie często czują się samotni, mają stany lękowe, nawet depresję. Gra pomaga zarówno im jak i dzieciom utrzymać dobre relacje, wchodzić w regularne interakcje, nawet kiedy pomagamy im jeść lub poruszać się. Wiele z badań nad takimi grami pokazuje – co było dla mnie zaskoczeniem – że podstawową przeszkodą w budowaniu pozytywnych relacji opartych o gry jest fakt, że dzieci nadal są zbytnio zainteresowane rywalizacją. Starsi gracze są bardziej zainteresowani współpracą, uczeniem się, nie chcą konkurować. Dlatego w modelu „Superbetter” nie kładę nacisku na rywalizację, ale jeśli ściganie się Cię kręci, możesz spróbować mnóstwa mini-gier – kto zdobędzie pierwszy power-up w ciągu dnia, kto w drużynie ukończył najwięcej wyzwań… Możesz tworzyć wokół siebie atmosferę rywalizacji, ale kiedy kończysz czterdziestkę, motywacja wynikająca ze ścigania się spada. Dlatego nie jest ona wbudowana w mój model.

Jak uczynić Twoją przygodę bardziej… epicką?
To, co zauważyłam obserwując ludzi: im szerzej rozciąga się krąg Twoich wysiłków, tym bardziej epickie wydaje się pokonywanie przeszkód. Zatem gracze często zaczynają od osobistego celu, chcą osiągnąć coś dla siebie, ale im dłużej angażują się w wyzwania z „Superbetter”, tym bardziej stają się świadomi innych ludzi, chcą mentorować lub szkolić kogoś, by osiągnął to, co oni osiągnęli. Mogą zatem stworzyć power-pack (pakiet ulepszeń) zamiast power-up (ulepszenie dla siebie), wtedy inni ludzie mogą dołączyć do ich wyzwania, towarzyszyć im w podróży. Dawanie czegoś od siebie jest kluczowym aspektem, który czyni Twoje doświadczenie bardziej epickim. Bo emocje, które kojarzymy z tym stanem: zadziwienie, fascynacja, poczucie przynależności do większego celu zwykle tworzą się kiedy przestaniesz dostrzegać tylko czubek własnego nosa i rozejrzysz się po świecie, dostrzeżesz ludzi wokół Ciebie.

Spędziłaś dwa lata pracując nad książką, potem kolejne pięć lat czekając na długoterminowe rezultaty badań. Co było najbardziej zaskakującą rzeczą, której nauczyłaś się w tym okresie?
Hmm… Kiedy projektowaliśmy proces opisany w książce, na początku nie chcieliśmy mieć żadnej kary, żadnej negatywnej informacji zwrotnej w systemie. Mieliśmy oczywiście mierzenie postępu za pomocą punktów – za każdym razem kiedy zrobiłeś coś, co poprawia jedną z Twoich czterech odporności, dostawałeś punkty. Ale jeśli miałeś zły dzień, po prostu nie dostawałeś nic. Tymczasem wielu graczy powiedziało nam, że chcą, żeby zabierać im punkty! Jeśli ludzie przechodzący rehabilitację doświadczali intensywnego bólu i przestawali z jego powodu wykonywać zadania, przestawali kontaktować się z innymi ludźmi – chcieli, żeby ich punkty pokazywały, że tego dnia zawalili sprawę. Musieliśmy zatem przeprojektować system tak, że wprowadziliśmy dwa rodzaje punktów. Pierwszy wynik pokazywał Twoją szczytową odporność, czyli jak Ci szło w Twoim najlepszym dniu – innymi słowy, jaki potencjał dla konkretnej odporności udało Ci się zbudować. Drugi wynik to punkty, które zdobyłeś danego dnia. Zatem jeśli któregoś dnia nie aktywowałeś ulepszeń, nie walczyłeś ze złymi, Twoja dzienna odporność spadała i było widać, że nie jesteś u szczytu formy. Bardzo mnie to zaciekawiło, bo myślałam, że ludzie którzy używają „Superbetter” do radzenia sobie z prawdziwymi trudnościami jak znalezienie pracy czy walka z bólem będą chcieli tylko pozytywnej informacji zwrotnej. Ale było inaczej – chcieli, by wynik pasował do tego, jak sobie radzą danego dnia, jak się naprawdę czują.

Czy „Superbetter” jest dla każdego?
Absolutnie nie. Ale fajne jest to, że bardzo łatwo to sprawdzić. Wykonanie pierwszych zadań, które opisuję we wstępie, zajmuje jakieś pięć minut. Poczujesz coś albo nie. I będziesz wiedzieć. Jeśli czujesz, że ta metoda jest dla Ciebie – możesz jej używać do naprawdę wielu rzeczy. Jeśli nie – nic na siłę. To jedna z podstawowych definicji gry: nie można kogoś zmusić do grania. Tak samo jest z „Superbetter”.

Jane poprosiła mnie o udostępnienie zadań ze wstępu, żebyście mogli przekonać się na własnej skórze, czym jest „Superbetter”. Zatem plik do pobrania (21 stron wstępu i zestaw ćwiczeń) jest tutaj.

[tw-divider][/tw-divider]

Kiedy ktoś pyta mnie o płatną współpracę na blogu, zwykle odmawiam. Żaden ze mnie zawodowy bloger – nie dotrzymuję terminów, nie dbam o regularne pisanie. Ale kiedy wydawnictwo Czarna Owca zapytało, czy nie zrobię wywiadu z Jane McGonigal (którą znam od czasów „Grywalizacji” i bardzo cenię), nie mogłem odmówić. Zatem: porozmawiałem z Jane i jeszcze mi za to zapłacili. Zostaliście ostrzeżeni.

Jeszcze uwaga na koniec: rozmawialiśmy o książce „Superbetter”, którą czytałem w oryginale zanim ukazała się w Polsce. I było to przed polską premierą, więc nie mam pojęcia, jak w tłumaczeniu wyglądają określenia takiej jak „power-ups” czy „resilience”. Nie biorę odpowiedzialności za to, że w książce są przetłumaczone inaczej, niż ja to zrobiłem. Zostaliście ostrzeżeni po raz drugi.

Archetypy zmiany – dopalacze przekazu marketingowego

Przejdźmy do bajek. Nie, nie marketingowych, lecz tych pradawnych, które funkcjonują w kulturach od tysięcy lat. Niegdyś to one były nośnikiem wiedzy, mądrości i doświadczeń, a osoby, które je opowiadały zyskiwały wysoki status społeczny.

Przejdźmy do bajek magicznych, gdzie nikogo nie dziwi, że zwierzęta mówią, a czary i cuda dzieją się co chwila. Ten typ opowieści wciąga słuchacza bez litości, dając jednocześnie nadzieję, że wszystko jest możliwe, a dobro zawsze zostanie nagrodzone.

Dlaczego bajki?

Pomyśl, osoba opowiadająca bajkę, była dawniejszym Influencerem, wokół którego, co wieczór zbierała się grupa słuchaczy. Jej opowieści pomagały im zrozumieć świat i oswoić strach, miały także wpływ na przyszłe postawy słuchaczy. Czy nie byłoby dobrze dla Twojej marki, gdyby zyskała taki wpływ na klientów?

My dziś w bajkach widzimy najczęściej opowiastki dla dzieci. To uproszczenie przeszkadza jednak w dostrzeżeniu ich siły wpływu na całe pokolenia. A tak, poza tym, jaką widownię mają współczesne bajki – Gwiezdne Wojny, Władca Pierścieni, Avengers, no i oczywiście Batman? Dzieci? Też.

Gdy mówię o wykorzystaniu bajek magicznych w marketingu, nie mam oczywiście na myśli ich dosłownego opowiadania. Zamiast tego sugeruję opakowanie swojego przekazu w strukturę tych bajek, by z jednej strony chętnie go słuchano, z drugiej zaś, by wywierał wpływ na wiedzę i przekonania słuchaczy.

Co ciekawe, bajki magiczne mają swoje struktury, te zaś korzystają z archetypicznych zachowań ich bohaterów. Jednym z najbardziej znanych badaczy tego tematu był Władimir Propp. Wyodrębnił on 31 funkcji postaci bajek magicznych. Funkcje te, w pewnym uproszczeniu, nadają biegu tym opowieściom, napędzając akcję w ten sposób, że słuchacz chce wysłuchać historię do końca. Nawet, jeśli po raz setny słyszy tę samą bajkę, czy to nie fascynujące? I już samo to, sprawia, że warto je wykorzystać w swoich opowieściach. Nazywam je archetypami zmiany, bo dzięki nim dokonują się zwroty w życiu bohaterów.

Co Ci to da?

No właśnie, co może zyskać marketer, posługujący się tak rozumianymi archetypami zmiany?

Przyjmując moją definicję, zyskuje narzędzie, nadające opowiadanym historiom magicznego charakteru, przekonując, że możliwe jest przekroczenie ograniczeń klienta i zmiana, oczywiście na lepsze. A przecież to oczekiwanie zmiany jest powodem zakupu. Nawet, jeśli jest to zachowanie Status Quo, wtedy ta zmiana polega na wzmocnieniu i utrwaleniu pozycji lub stanu posiadania klienta.

Być może czujesz w tej chwili wewnętrzny sprzeciw, że przecież klienci są odporni na bajki, nigdy nie uwierzą, że dany produkt lub usługa mają „magiczne” właściwości. Ale to marketing ma być magiczny, nie produkt, który przecież jest, jaki jest.

To jest dokładnie tak, jak z opakowaniem – chyba nikt nie daje prezentu w brązowym kartonie z makulatury? Przyjemniej jest dawać i otrzymywać prezenty opakowane pięknie, a jeszcze lepiej, tajemniczo. To więc kwestia wyboru, czy dajemy swoje marce szare opakowanie zastępcze, czy takie, które od razu wywołuje emocje z bajkową magią w tle.

Przykłady

Wykorzystajmy pracę Władimira Proppa. Z jego 31 funkcji postaci wybrałem 3 najbardziej typowe i moim zdaniem najłatwiejsze w implementacji. Na ich przykładzie pokażę, jak dodać nieco pradawnej magii do marketingu. Za ilustrację posłuży nam bajka o Kopciuszku.

1. Bohater wchodzi w posiadanie magicznego środka  

W „Kopciuszku”, wygląda to tak:

– A ty czego chcesz, Kopciuszku? – zwrócił się ojciec do córki.
Ułam mi, ojczulku, pierwszą gałązkę, która strąci twój kapelusz, kiedy będziesz powracać – odrzekł Kopciuszek.

Kupił ojciec na jarmarku dla pasierbic piękne suknie, perły i drogie kamienie, a kiedy w powrotnej drodze wjechał między zielone krzaki, trąciła go gałązka leszczyny i zrzuciła mu kapelusz na ziemię.

Zerwał ją więc i zabrał z sobą.

Powróciwszy do domu, dał pasierbicom to, czego sobie życzyły, a Kopciuszkowi gałązkę leszczyny.

Podziękowała mu sierotka, poszła na grób matki, zasadziła na nim gałązkę i płakała tak bardzo, że łzy popłynęły na ziemię i podlały gałązkę, która wkrótce wyrosła na piękne drzewo…

Chodziła sierota na mogiłę matki trzy razy dziennie, płakała tam i modliła się, a za każdym razem biały ptaszek siadał na gałązce drzewa i gdy dziewczynka wyraziła jakieś życzenie, dawał jej to, czego chciała…”   

2. Bohater otrzymuje propozycję trudnego zadania

Jak to wygląda u Kopciuszka, gdy dziewczyna chciała pójść na bal?

– Co? Ty, Kopciuszku? – zawołała macocha. – Przecież jesteś zasmolona, brudna i chcesz iść na bal!… Nie masz ani sukni, ani trzewików, a chcesz tańcować?…

Ale ponieważ dziewczyna bardzo prosiła, rzekła macocha w końcu:
Dobrze. Oto wsypałam ci tu miskę soczewicy do popiołu; jeśli wybierzesz ją w dwie godziny, co do ziarnka, będziesz mogła pójść…

3. Bohater zawiera małżeństwo i zostaje królem

„Królewicz nalegał, aż wreszcie musiano zawołać Kopciuszka. Umyła więc sobie do czysta twarz i ręce, weszła do izby, ukłoniła się nisko królewiczowi, który podał jej złoty trzewiczek. Usiadła na stołku, zrzuciła ciężki, drewniany chodak i wsunęła bez trudu nogę w trzewiczek, który leżał jak ulany…
A kiedy się podniosła, królewicz spojrzał na nią i poznał w nie zaraz śliczną dziewczynę, z którą tańczył na balu, i zawołał:
– To jest prawdziwa narzeczona!

Macocha i obie siostry przeraziły się i aż pobladły ze złości.
A królewicz wziął Kopciuszka na konia i pojechał.”

Jak to zrobić?

Wykorzystaj te trzy archetypy do stworzenia nowej opowieści. Przywołaj z przeszłości sytuacje, które przypominają archetypy zmiany. Na przykład, jak jeden z klientów zupełnie przypadkiem „wpadł” na produkt i ten nagle pomógł mu osiągnąć niezrealizowane cele. Albo historia cudu, gdy klient w krótkim czasie musiał dokonać niemożliwego i udało mu się tego dokonać z produktem lub usługą.  No i oczywiście historie o tym, jak współpraca z Tobą kończy się wspaniałym Happy Endem, a wszyscy żyją długo i szczęśliwie.

Jak widzisz, te 3 proste archetypy mogą stanowić prostą ramę dla cudownej historii. Teraz wszystko w Twoich rękach, Mistrzu.

Marka pracodawcy w małej firmie lub zespole – zacznij już dziś

Jeśli marka pracodawcy to dla Ciebie coś, co fundują sobie duże firmy, mam dla Ciebie kubeł zimnej wody: dobrze wybudowana marka pracodawcy pomaga nawet jeśli jesteś freelancerem zatrudniającym współpracowników czy liderem zespołu wewnątrz większej organizacji. Dobra marka przyciąga dobrych ludzi. I jej brak dotknie Cię już przy kolejnej rekrutacji. Co może Cię spotkać?
Czytaj dalej Marka pracodawcy w małej firmie lub zespole – zacznij już dziś

Trendy marketingowe 2017

Sezon „trendy marketingowe 2017” w pełni – firmy prześcigają się w publikowaniu raportów. Postanowiłem zrobić coś więcej. Nie tylko pokazać Ci, z czym przyjdzie Ci się zmierzyć w marketingu podczas nadchodzącego roku, spróbowałem też wyznaczyć kilka realnych zadań, których możesz się podjąć, żeby gnająca za trendami konkurencja nie wyprzedziła Cię.
Czytaj dalej Trendy marketingowe 2017

Content marketing to nie wysyłanie ofert

Slack to narzędzie komunikacyjne, które przebojem wdziera się „na salony” (czy może raczej powinienem powiedzieć „na openspejsy”, bo Slack jest tworem typowo biznesowym). Dlaczego? Bo w firmach, w których jest wdrażany, zmniejsza ilość wysyłanych maili średnio o jedną trzecią (to pewnie mocno zależy od branży, u nas zmniejszył o jakieś dwie trzecie).
Czytaj dalej Content marketing to nie wysyłanie ofert

11 kroków do zbudowania silnej marki osobistej

Silna marka osobista może Ci pomóc w znalezieniu wymarzonej pracy, jest świetną przewagą w negocjacjach z klientami jeśli jesteś freelancerem, tworzy także Twój wizerunek eksperta. Jej budowanie to proces, który powinien mieć jednak solidne podstawy. Od czego zacząć? Oto dziesięć kroków, które mogą Ci pomóc.
Czytaj dalej 11 kroków do zbudowania silnej marki osobistej

Strategia content marketingu – snajper contentu

Strategia content marketingu, która sprawia, że treść jest jednocześnie użyteczna i angażująca to wyzwanie. Kiedy Dusty DiMercurio, z wykształcenia filozof, z zamiłowania producent muzyczny dołączał w 2012 roku do zespołu Autodesk, nie do końca wiedział, co go czeka. Firma słynęła z produkcji oprogramowania sprzedawanego wielkim firmom architektonicznym (AutoCAD) czy studiom filmowym (3D Studio, Inferno). Jednak rynek komputerów się zmieniał – w 2012 roku maszyna przeciętnego freelancera miała większą moc obliczeniową niż stacje robocze hollywoodzkich speców od efektów specjalnych jeszcze kilka lat wcześniej. Rozwój software’u także przyspieszył i coraz szerzej widzieliśmy adopcję tzw. modelu subskrypcyjnego. Użytkownik nie kupował już oprogramowania raz, za wielkie pieniądze, by potem służyło mu przez lata. Przykład Adobe (innej firmy oferującej programy dla profesjonalistów takie jak Photoshop) pokazał, że można zbić fortunę na tych, którzy płacą mniej, ale co miesiąc.

Czytaj dalej Strategia content marketingu – snajper contentu

Schematy w storytellingu – ucieknij od nudnych reklam

Masz do sprzedania proszek do prania (rymy ułatwiają zapamiętanie, ale o tym pisałem tutaj, dziś o czymś zupełnie innym). Możesz napisać o nim standardowy tekst reklamowy: najwyższa jakość prania, najlepsza cena, promocja z okazji powrotu do szkoły, kup teraz. Ale, ale! Przecież teraz wszystko w reklamie musi być storytellingiem, dlaczego nie sprzedać tego proszku w formie opowieści?

Czytaj dalej Schematy w storytellingu – ucieknij od nudnych reklam

Strategie cenowe: co zamiast niskiej ceny?

Michał Wawrzyniak – autor książki Guru Kultu…ry podczas któregoś w wykładów porównał politykę obniżania ceny do „ściągania gaci”. Nie wiem, czy metafora jest jego, dobrze jednak oddaje sytuację właściciela firmy, który postanowił konkurować na najniższą cenę. Najpierw opuszczasz tylko trochę, konkurent też trochę. Potem bardziej, bo konkurent też obniżył. Na końcu znajdujesz się w sytuacji, w której stoisz ze spodniami do kostek a Twoje „możliwości manewru” (nie tylko spodniami) są mocno ograniczone. Wtedy już nie jest zabawnie.

Czytaj dalej Strategie cenowe: co zamiast niskiej ceny?