fbpx

Żonglujący kanałami

Michał Górecki, przedsiębiorca, bloger i człowiek, który „ogarnia” nowe media napisał jakiś czas temu, że „na Snapie” jest dla pokolenia piętnasto- do dwudziestopięciolatków tak samo normalnym już wyrażeniem jak „na Fejsie”. I nie, nie zamierzam pisać tu o żadnym „zmierzchu Facebooka” – portal Marka Zuckerberga ma się dobrze: w czerwcu 2015 roku miał 968 milionów użytkowników, którzy wchodzili „na fejsa” codziennie (to wzrost o 17% w stosunku do zeszłego roku). Co jednak bardzo ciekawe, Facebook miał w tym samym miesiącu 844 miliony takich, którzy codziennie zaglądali tam przy użyciu urządzenia mobilnego (tych było o niemal 30% więcej niż w zeszłym roku). Spora część z nich siedzi także „na Snapie”.

Wiesz, czego większość marketerów nie rozumie jeśli chodzi o swoich klientów? Wrzucają ich do worka typu „konsument mobilny”, „użytkownik Facebooka”, „użytkownik Snapchata”, tymczasem jest potężna grupa, która… używa tego, co w danej chwili jest najwygodniejsze. Płynnie żonglują między filmikami na Snapchacie, grupową konwersacją na WhatsApp, w czasie której umawiają się na piwo i… odkładają telefony, żeby nic nie zakłócało im czasu spędzonego „w realu” wśród znajomych.

Jeśli myślisz o content marketingu w kategorii kanałów, będzie Ci bardzo ciężko złapać tych żonglujących konsumentów, będzie Ci bardzo ciężko utrzymać ich uwagę. Tymczasem zajrzyj do dowolnej strategii marketingowej czy strategii komunikacji. Co tam znajdziesz? „Bądźmy obecni na Facebooku, Instagramie, YouTube…” Nie tędy droga.

Którędy zatem? Jest jedna rzecz, która pozostaje stała dla „żonglującego” użytkownika. Niezależnie od tego, czy rozmawia ze znajomymi „na Snapie”, „na Fejsie” czy „w realu”, cały czas opowiada im jedną historię. Taką, którą jest zafascynowany, która go ostatnio urzekła. Mówi o skoku Feliksa Baumgartnera z krawędzi kosmosu, o premierze nowego „Wiedźmina”, o wyborach prezydenckich czy śmierci Jana Kulczyka. Twój konsument nie myśli o kanałach dystrybucji treści, myśli o opowieściach.

Zwróć uwagę, że w przytoczonej wyżej palecie przykładowych tematów rozmów dwa są stworzone przez marki. I znowu: Twojemu odbiorcy nie robi wielkiej różnicy czy temat „jest komercyjny”, czy nie. Dzieli opowieści na dobre i złe, zajmujące i nudne, warte jego czasu i takie, nad którymi nie ma sensu się pochylać.

Dobry marketing treści to stworzenie Twojej własnej, zajmującej historii. Wtedy ludzie mówią o niej niezależnie od kanału, który sobie w danym momencie wybrali. Problem w tym, że – jak powiedział Buddy Scalera, senior director marketingu treści w Medicine Company – „dobra opowieść się nie zdarza. Trzeba ją wypracować.” Pomyśl zatem nie jak marketer, ale jak scenarzysta. Jakiego rodzaju opowieść zajmie Twoją widownię tak bardzo, że zdecydują się rozmawiać o niej przy wieczornym grillu ze znajomymi? Czy da się tę opowieść rozwijać niczym dobry serial? Czy ma tajemnice, angażuje ciekawość, daje możliwość wyciągnięcia lekcji dla siebie? Jeśli tak, jesteś na najlepszej drodze do zawłaszczenia historii niezależnie od kanału.

Powodzenia!

Podoba Ci się? Udostępnij:

29 komentarzy

Czy zatem można powiedzieć, że Content Marketing bez względu na kanał rozprzestrzeni się w świadomości odbiorców samoistnie?

Z pewnością dobrze przygotowana historia będzie roznosić się łatwiej niemniej czy wystarczy kilka „pstryknięć” w kilku miejscach w sieci? Co z zasadą 20% czasu przygotuj opowieść 80% promuj ją o której kilka razy słyszałem.

Zasada „20% czasu pisz, 80% czasu promuj” dotyczy zawartości typu „flow” (wiadomości o krótkiej trwałości, jak wyrwany z kontekstu wpis na FB). Jeśli rozmawiamy o story (czyli zawartości typu „stock”), proporcje można nawet odwrócić.

Natomiast nie mam złudzeń – opowieść nie rozprzestrzeni się samoistnie. Trzeba jej pomóc na początku. A jeśli nie działa… spróbować innej opowieści 🙂

Dziękuję za wyjaśnienie. Faktycznie przy takim założeniu proporcje można odwrócić. Zresztą podane przez Ciebie przykłady (poza incydentalnym jak śmierć Kulczyka) potwierdzają tę tezę.

Nie sądzę, żeby przygotowanie skoku z krawędzi kosmosu można było zrobić ot tak w 20% i poświęcić jej 80% na promocje… choć byłoby fajnie jakby tak już można było robić 🙂

To prawda, że nie ma już czegoś takiego, jak klasyfikacja użytkownik fb czy insta. W tej chwili można się przełączać między jednym a drugim, publikować w każdym inne treści, przez co tworzyć całość swojego wizerunku. 🙂 w ten sposób też przyciągać innych, zamiast zanudzić ich tymi samymi publikacjami w każdym social media.

Podbijam pytanie Michała Stachury – historii, opowieści czy choćby filmów obecnie jest ogrom i internauta ma w czym przebierać. Ile znamy takich produkcji, które są rzeczywiście doceniane, ale nie osiągnęły szerokiego sukcesu. Wydaje się, że historia to za mało, a metoda i praca związana z jej rozsianiem jest kluczowa. Czy historia obroni się sama? Chyba nie.

co sądzisz o tym:
Jaś nie żyje. Ale nie umarł, bo nigdy się nie urodził. Jaś jest…

Chcesz dowiedzieć się co jest dalej?

IMO racja jest gdzieś pośrodku. Malcolm Gladwell w „Punkcie przełomowym” pisał, że pomysł do rozprzestrzeniania potrzebuje trzech elementów: dobrej historii, sprzyjającego środowiska i właściwych ludzi. Zatem po pierwsze: opowieść. Po drugie: promocja, ale nie jest to może kwestia poświęconego czasu a dotarcia do właściwych liderów opinii?

Nie, absolutnie nie 🙂 Storytelling jest dobrym uzupełnieniem działającego mechanizmu marketingowego. Bardziej chodziło mi o to, że jeśli masz mechanizmy i nie masz opowieści, którą zapełniasz kanały marketingowe… tracisz pieniądze.

OK. Rozumiem.

A tak trochę odchodząc od tematu. Jak myślisz, czy klasyczne SEO ma jeszcze rację bytu, czy lepiej już powoli odchodzić od niego i inwestować właśnie w Content Marketing? Google coraz bardziej promuje wartościowe treści, poza tym coraz więcej potencjalnych klientów jest obecna w SM. Może więc zamiast sztucznie promować frazy, lepiej stworzyć historię, co jest bardziej naturalne?

Niedawno o tym pisałem, ale w sumie nie jestem ekspertem i zastanawiam się, czy nie napisałem bzdury 🙂

SEO w sensie „optymalizacja pod automaty indeksujące” nie ma racji bytu, stwierdził to sam Google jakiś czas temu. W zeszłym roku pracowałem z Google nad projektem, którego celem było właśnie przeszkolenie „inżynieryjnej” części agencji SEO w kierunku dobrego marketingu treści.

W sedno: „jeśli masz mechanizmy i nie masz opowieści…”. Podobnie z CM :” jeśli masz narzędzia, formaty, kanały, a nie masz treści…”

faktycznie. to jest tak, że najpierw wysyłamy komuś snapa, potem zaczynamy pisać na snapie, za chwilę przechodzimy na messengera, a w międzyczasie obrazki wysyłamy sobie na insta. bo tak jest po prostu ‚wygodniej’.

przyciąga nas to, co jest praktyczne i, no właśnie, godne opowiedzenia przy wieczornym grillu 🙂

Coś w tym jest 🙂 Należy zwrócić uwagę, że reklama oraz docieranie do klientów w dzisiejszych czasach jest nie tylko zawiłe, ale ( co mnie najbardziej cieszy) również na coraz wyższym poziomie. Widać to w szczególności w odniesieniu do traktowania klienta i zwracaniu uwagi na to, że jaka obsługa takie przyszłe zainteresowanie produktem/ firmą.

Pozdrawiam mega pozytywnie

Dodaj komentarz