8 maja 1945 roku Hermann Göring oddał się w ręce aliantów. Internowany w Luksemburgu czekał na proces przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze. W tym samym czasie w Holandii aresztowano Hana van Meegerena. Zarzut? Zdrada stanu, kolaboracja z nazistami. Kara? Śmierć, jak w przypadku zbrodniarzy wojennych. W kolekcji dzieł sztuki Göringa znaleziono obraz Chrystus i jawnogrzesznica Vermeera, który sprzedał mu – przez kilku pośredników – van Meegeren właśnie.

Dzieła Jana Vermeera van Delft są w Holandii uważane za dziedzictwo narodowe. Jeśli nie znasz dorobku tego malarza, znasz przynajmniej jeden jego obraz – Dziewczynę z perłą, która stała się sławna dzięki filmowi ze Scarlett Johanson.

Linia obrony Hana van Meegerena zaskoczyła wszystkich. „Nie sprzedałem Göringowi obrazu Vermeera. Sam go namalowałem. A ponieważ w rozliczeniu dostałem ok. 200 dzieł innych malarzy holenderskich, wyświadczyłem naszej narodowej sztuce wielką przysługę.”

W czasie konferencji Internetbeta 2013 mówiłem o anatomii kłamstwa (także w sieci). A od kogo możemy uczyć się kłamstwa, jeśli nie od fałszerza?

Po pierwsze, wiarygodność

Holenderski wymiar sprawiedliwości nie uwierzył w brawurową obronę van Meegerena. Przecież ten sam człowiek kilka lat wcześniej sprowadził z Włoch autentycznego Vermeera – obraz Jezus i uczniowie w Emaus został kupiony przez muzeum narodowe, jego autentyczność potwierdził w 1937 roku sam Abraham Bredius – najsłynniejszy w owych czasach znawca sztuki, który poświęcił kilka dekad swojego życia na badanie twórczości Jana Veremeera! Czy ten obraz (na którego zakup zrzuciło się nie tylko państwo, ale także rodzina królewska i kilku prywatnych marszandów) także był fałszywką? Van Meegeren twierdził, że tak.

Sprawę można było rozstrzygnąć tylko w jeden sposób: fałszerz miał namalować pod strażą kolejną kopię Jezusa i uczniów w Emaus. Ale van Meegeren powiedział, że zrobi coś lepszego – namaluje zupełnie nowego Vermeera. I zrobił to. Jezus i doktorzy wygląda jak dzieło słynnego holenderskiego malarza, ale powstał od początku do końca w pracowni Hana van Meegerena.

Prawda – w odróżnieniu od kłamstwa – nie musi być wiarygodna.

Fałszerz został skazany na dwa lata więzienia. Jednak nas dużo bardziej interesuje, jak udało mu się wystrychnąć na dudka całą – nomen omen – rzeszę inteligentnych ludzi. Poniżej znajdziesz trzy składniki perfekcyjnego kłamstwa.

Użyj autorytetów

Tak naprawdę to nie oszukanie rzeszy ludzi było problemem – w momencie, kiedy Abraham Bredius potwierdził autentyczność obrazu, nikt już właściwie nie zadawał pytań. Jego autorytet wystarczył za wszystkie dowody świata.

Jeśli masz zamiar używać autorytetów do kłamstwa, zwróć uwagę na dwa ich rodzaje. Pierwszy to autorytet w klasycznym tego słowa znaczeniu: ekspert w danej dziedzinie, autorytet moralny. Drugi rodzaj to idol i ten jest dużo lepszy, jeśli chcesz kogoś okłamać lub – mówiąc oględnie – zmienić jego poglądy lub nastawienie.

Badania psychologów pokazują, że idol oddziałuje na nasz mózg bardzo podobnie do osoby, w której jesteśmy zakochani – mamy tendencję do idealizowania jej w każdym aspekcie. I o ile potrafimy krytycznie spojrzeć na eksperta od gotowania, który mówi o tańcu, o tyle idol wydaje się znać na wszystkim. Abraham Bredius był nazywany papieżem sztuki, jego słowo było święte, był czymś w rodzaju idola dla sobie współczesnych.

Dziś reklamodawcy doskonale zdają sobie sprawę z potęgi idoli – dlatego sportowcy reklamują kosmetyki a Szymon Majewski czy Marek Kondrat namawiają do skorzystania z usług banku… Idol działa.

Ale dlaczego uwierzył Abraham Bredius?

Buduj na prawdzie

Najlepsze kłamstwo jest owinięte w prawdę. Badacze Vermeera – z Brediusem na czele – podejrzewali, że malarz na początku swojej kariery udał się do Włoch, by uczyć się fachu i podpatrywać wielkich mistrzów. Niestety, nie zachowały się żadne obrazy z tego okresu. Ale wszyscy bardzo chcieli je znaleźć.

I oto pojawia się Jezus i uczniowie w Emaus – inspirowany Biblią (późniejsze dzieła Vermeera nabierają świeckiego charakteru), sprowadzony z Włoch (taką historyjkę wymyślił van Meegeren) a przede wszystkim mocno inspirowany dziełem Caravaggia – jego Wieczerza w Emaus powstała w 1601 roku. Bredius chciał wierzyć w to, co zobaczył. A taka chęć jest w stanie przyćmić wiele dowodów.

Wyobraź sobie artykuł o karze śmierci. To jeden z tematów, na które mamy wyrobiony ostry pogląd: jesteśmy za albo przeciw. Psychologowie przygotowali artykuł, który nie skłania się w żadną stronę – ilość argumentów za i przeciw jest równa, każdy argument spotyka się z równoważnym kontrargumentem. Następnie ludzie, którzy przeczytali artykuł są pytani: czy był on pochwałą kary śmierci, czy wprost przeciwnie? Co się okazuje?

Odbierany wydźwięk artykułu jest odzwierciedleniem naszych poglądów (które naukowcy znali, bo zapytali o nie wcześniej). Mamy tendencję do ignorowania rzeczy, które przeczą naszemu wizerunkowi świata. A wszystko po to, by tworzyć spójną wewnętrzną narrację.

Pozwól mózgowi, niech się sam okłamie

Trzecim elementem perfekcyjnego kłamstwa jest… nie powiedzieć za wiele. Pozostawić luki, które mózg sam wypełni w sposób, który najbardziej mu odpowiada. Tak działają wszelkiej maści horoskopy i wróżby: wspominają mgliście, że spotka Cię w najbliższym czasie coś dobrego i pozwalają, byś sam zdecydował, co to właściwie było.

We wpisie Marki, które czekają na piątek pisałem o tzw. interpreter module, czyli urządzeniu odpowiadającym za ułożenie spójnej opowieści z niezwiązanych ze sobą zdarzeń. Ta spójność jest czasem tworzona sztucznie: mamy na przykład tendencję do łączenia ze sobą rzeczy, które po prostu znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie. Zobacz, jak działa reklama nowego – w czasie jej emisji – banku Nordea.

Co wiesz o Nordea? Że jest ze Skandynawii, tak jak Volvo, Nokia i IKEA. Musi zatem być świetny, prawda?

Van Meegeren XXI wieku

Internet jest świetną platformą do opowiadania historii i do… kłamstw i fałszerstw także. Od klasycznego nigeryjskiego przekrętu przez jego odmiany (ostatnio czytałem o metodzie „na amerykańskiego żołnierza w Afganistanie” – nawiązuje romans korespondencyjny z kobietami a potem prosi, by odebrały dla niego przesyłkę, za którą – oczywiście – trzeba zapłacić cło), po bardziej wyszukane formy.

W październiku 2012 roku na Twitterze gruchnęła wiadomość, że u Justina Biebera, idola nastolatek, zdiagnozowano raka.

Kilka z moich NIESAMOWITYCH fanek goli głowy, by pomóc mi przez to przejść. Kocham moich fanów! #BaldForBieber

Tweet mówił o tym, że fanki łączą się ze swoim idolem (widzisz?) i golą głowy w geście solidarności. Niestety, okazało się, że za całą akcją stoi społeczność 4chan, portalu zrzeszającego ludzi o raczej egzotycznym poczuciu humoru.

Internet jest tak cudownym medium, bo nasze znajomości i kontakty tam stają się nieciągłe – wrażenie płynności daje nam śledzenie serii statusów na Facebooku ale prawda jest taka, że jest to jednak seria oderwanych od siebie zdarzeń. A to, co się dzieje pomiędzy statusami… wypełniamy sami! Bo często tylko czytamy i wnioskujemy zamiast prowadzić dwustronne konwersacje. Szczególnie właśnie w przypadku „płytkich” znajomości jesteśmy narażeni na oszustwo. A jego skutki nie są miłe…

Biograf Göringa pisze, że kiedy ten dowiedział się, że jego ukochany Vermeer jest fałszywką, jego oczy posmutniały „jakby dopiero teraz zdał sobie sprawę z istnienia zła na świecie”.