Jakiś czas temu pisałem o tym, że zakupy mogą zdarzyć się wszędzie. Klient wyposażony w telefon komórkowy jest w stanie kupować ziemniaki stojąc na przystanku autobusowym. Ten sam klient przed półką z telewizorem w MediaMarkt może rzeczony telewizor nabywać przez internet na drugim końcu Polski (lub świata, ale wtedy zapłaciłby sporo za transport). Najwięksi gracze już widzą ten trend – opracowana przez polską firmę technologia Recognize.im jest jednym z narzędzi, które Facebook wybrał do zeszłorocznej edycji Developper World HACK. Podczas takich imprez programiści tworzą innowacyjne narzędzia, które będą kształtować przyszłość handlu detalicznego czy e-commerce. Recognize.im pozwala na zrobienie zdjęcia produktu (na półce, na billboardzie, w katalogu) i natychmiastowy jego zakup w wybranym sklepie. Koniec z kodami kreskowymi czy kodami QR… But możesz sfotografować nawet na nodze koleżanki.

Pytanie: skoro obuwie możemy kupić pijąc kawę z przyjaciółką, jak w tym wszystkim odnajdzie się tradycyjny sklepikarz? Czy stoisko z marchewką, sklep z komputerami czy obuwniczy przestaną nam być potrzebne? Dokąd zmierza handel detaliczny? Czy na podstawie dzisiejszych trendów możemy wysnuć wnioski na temat ich przyszłości?

Tradycyjne sklepy nie znikną, zmieni się tylko ich rola. Dla klienta, który nie jest już ograniczony miejscem ani asortymentem (bo każdą rzecz można kupić z każdego miejsca) staroświeckie zakupy staną się rytuałem. Rytuałem, w którym nie będzie już chodziło o to, by coś kupić (to załatwię telefonem na przystanku), ale by coś przeżyć. Do sklepów będziemy chodzić, by kolekcjonować doświadczenia.

Co to oznacza dla sklepu z obuwiem? Zbliżenie się bardziej do ekskluzywnego butiku niż do „magazynu ze sprzedawcami”. Koncentrację nie na tym, co się sprzedaje, ale jak się to robi.

Wyobraź sobie: wchodzisz do „obuwniczego przyszłości”. Wnętrze jest eleganckie i pachnące, nie ma mowy o regałach zatłoczonych każdym rodzajem butów – szeroki asortyment jest w internecie, tu są tylko najbardziej ekskluzywne modele. Łagodna muzyka, wygodne fotele, zapach drogich perfum. Cisza i spokój – za odwiedzenie „sklepu z cegieł” trzeba zapłacić ekstra, więc nie wszyscy się na to decydują. Ale wizyta jest warta swojej ceny. Dyskretna obsługa sadza Cię w fotelu, częstuje szampanem, wypytuje o preferencje… Mierzą Ci stopę (mogą nawet zrobić cyfrowy skan – tego poziomu obsługi nie dostaniesz w internecie), pytają o garderobę, którą lubisz. Wszystko po to, by dobrać dla Ciebie obuwie. Nie tylko na dziś. Po jednej wizycie Twoje dane pozostaną w systemie i nawet kiedy zdecydujesz się na dalsze zakupy online, poziom obsługi będzie wyższy, niż w przypadku „tylko internetowych” klientów.

Wszystko, co robi się w tym sklepie ma jeden cel – sprawić, byś jako klient poczuł się kimś wyjątkowym, byś przeżył niezapomniane doświadczenie, które przywiąże Cię emocjonalnie do marki.

Na lojalność przyszłego konsumenta trzeba będzie ciężko zapracować. Czy Twoja marka jest na to gotowa?