Na pewno znasz opowieść o chłopcu w okularach, który w dniu swoich urodzin dowiaduje się od tajemniczego gościa, że magia istnieje naprawdę. I że chłopiec – jeśli się zgodzi – może zostać najpotężniejszym czarodziejem w dziejach. W towarzystwie swojej magicznej sowy uda się w podróż, dzięki której odkryje prawdziwą historię swojej rodziny. Wiesz, jak nazywa się chłopiec, o którym mówię, prawda?

Nie wiesz. To Tim Hunter, bohater serii komiksowej The Books of Magic, napisanej przez Neila Gaimana. Serii, która ukazała się w styczniu 1990 roku, siedem lat przed pierwszą książką o Harrym Potterze.

„Panowie, byłem zaciekawiony, teraz macie moją uwagę.” Calvin Candie, Django Unchained

O sztuce pożyczania opowieści

Jednak Neil Gaiman nigdy nie zarzucał J.K. Rowling, autorce serii o Harrym Potterze, plagiatu. „Nie byłem pierwszy, który stworzył młodego czarodzieja z ogromnym potencjałem. Tak jak Rowling nie była pierwszą, która takiego chłopca wysłała do szkoły.” – powiedział w wywiadzie zapytany o podobieństwa między Books of Magic i Harrym Potterem. Gaiman doskonale wie, co mówi. Dzień, w którym Tim Hunter dowiaduje się o swoich magicznych zdolnościach, to wigilia Halloween, najbardziej czarnoksięskiego ze świąt w amerykańskiej kulturze. Chłopca odwiedza kilku mężczyzn, którzy kolejno zabierają go w podróż – pierwszy pokazuje mu magię przeszłości, drugi czarodziejów dnia dzisiejszego a trzeci zabiera go do „możliwych światów”, czyli pokazuje mu różne wizje przyszłości. Brzmi bardzo mocno jak „Opowieść wigilijna” Dickensa, prawda? A to dopiero początek zapożyczeń…

Dobra opowieść to taka, która bierze coś, co doskonale znamy i podaje nam to w zupełnie nowych szatach. Opowieści mają wspólną strukturę, która wywodzi się ze wspólnej genealogii. Dziś zapraszam Cię na wędrówkę po drzewie genealogicznym jednej z takich historii.

Hans Christian Andersen pisał o greckich bogach

Wiedzcie tedy, że to opowieść o Bagdadzie, niebiańskim mieście, klejnocie Arabii. Działo się to w czasach Haruna al-Rashida, księcia wiernych. Żaden dwór nie dorównywał dworowi Haruna al-Rashida. Kalif zebrał wokół siebie najwspanialszych ludzi ze wszystkich zakątków świata.

Tak zaczyna się Ramadan, pięćdziesiąty zeszyt komiksowej serii Sandman, którą Neil Gaiman pisał od stycznia 1989 roku do marca 1996. Nie jest to jednak komiks zwykły – jako jeden z nielicznych znalazł się na liście bestsellerów New York Timesa a Entertainment Weekly umieścił w 2008 roku go na liście stu najlepszych lektur ostatniego ćwierćwiecza. Swoją reputację „komiksu dla intelektualistów” zawdzięcza Sandman właśnie mnogości zapożyczeń, których odkrywanie jest równie fascynujące, jak śledzenie samej fabuły.

W 1841 roku Hans Christian Andersen napisał bajkę zatytułowaną Ole Lukøje – o duchu, który zsyła sny na dzieci. Sama postać nie jest kreacją Andersena, to jedynie jego spojrzenie na tradycyjną legendę. Ole ma dwa parasole – na jednym są obrazki, ten pokazuje grzecznym dzieciom, kiedy śpią, zsyłając na nie dobre sny. Dla niegrzecznych dzieci jest drugi parasol, bez obrazków lub – w innej wersji legendy – z obrazkami z koszmarów. Aby dziecko zrobiło się śpiące, duszek sypie mu pod powieki magiczny piasek (stąd Sandman czyli „człowiek z piaskiem”). Pozostałości tego piasku znajdujemy czasem rano, gdy przecieramy oczy…

W wersji Andersena dowiadujemy się dwóch rzeczy o Ole Lukøje – po pierwsze, jest bardzo stary. Nie jest przygodnym duszkiem, lecz wcieleniem greckiego Morfeusza, boga snu. Po drugie, ma brata o tym samym imieniu (lukøje po duńsku oznacza „ten, który zamyka oczy”). Tylko że ten drugi to śmierć – zamyka oczy ludziom na zawsze.

Dobry sen jak pakt z diabłem

Gaiman awansował Sandmana na kogoś więcej, niż boga. Bogowie w jego świecie nie są wieczni – żyją tak długo, jak długo na ziemi jest ktoś, kto w nich wierzy. Co jednak dzieje się potem? Dokąd udali się egipska Bast, grecki Zeus czy fenicka Astarte, kiedy ich kulty się skończyły, wyznawcy wymarli? Kończą swoje „ziemskie” życie i zaczynają funkcjonować w mitach, historiach i opowieściach. Przenoszą się do Śnienia – królestwa snów i marzeń stworzonego przez Sandmana właśnie. A sam Sandman? Jest jednym z Nieskończonych – istot, które są naprawdę wieczne, bo reprezentują niekończące się zjawiska. Sen, Śmierć, Zniszczenie czy Przeznaczenie to personifikacje tego, co zawsze było i będzie.

Przenoszenie do Śnienia w Sandmanie to forma faustowskiego paktu z diabłem – wielu ludzi tego właśnie pragnie, a Morfeusz potrafi to wykorzystać. Szekspir, Juliusz Cezar czy Marco Polo to jedynie niektóre postaci, którym Sandman „pomógł w karierze” na kartach komiksu…

Szeherezada, która pożycza od Sfinksa

Oczywiście pomysł „pozostania przez wieczność w formie opowieści” także nie jest nowy. Jednym z wcześniejszych przykładów jego wykorzystania jest Baital Pachisi – hinduska opowieść szkatułkowa, po raz pierwszy spisana w XI wieku (choć pochodząca z dużo starszych materiałów). Baital to demon, którego legendarny król Vikram obiecał pojmać i dostarczyć czarnoksiężnikowi. Jednak nie jest to proste zadanie – Baital nie ma ludzkiej formy i jedynym sposobem podporządkowania go jest wysłuchanie jego opowieści-zagadek i prawidłowa odpowiedź na zadane tam pytanie. W czasie dwudziestu czterech prób Vikram dowiaduje się, że intencje vamachari (czarnoksiężnika) nie są do końca czyste, zgadza się więc go zabić, wypuścić demona, a jedną z nagród w tym pakcie jest… ocalenie od zapomnienia. Vikram staje się legendą, a część opowieści Baitala też z pewnością słyszałeś.

Oto ojciec i syn ocalili z pożogi wojennej królową i jej córkę. Z czasem zżyli się ze sobą i ojciec poślubił księżniczkę a syn wziął za żonę jej matkę, królową. I oto obie powiły synów. Jaki był stopień pokrewieństwa między nimi?

Musisz przyznać, że hinduskie zagadki Baitala biją na głowę te zadawane przez Sfinksa, prawda?

Ramadan Neila Gaimana to opowieść o właśnie takim pakcie. Harun al-Rashid, legendarny kalif, bohater kilku opowieści z Baśni tysiąca i jednej nocy chce, by Bagdad, jego ukochane miasto, nigdy nie odeszło w zapomnienie. Przywołuje zatem Morfeusza i… oferuje mu układ. Oczywiście ode mnie nie dowiesz się, jaki… Zapraszam do lektury.

I dzięki za dzisiejszą wspólną wędrówkę po „drzewie opowieści”.