Grywalizacja jest młodą dziedziną, która dopiero dorabia się własnej terminologii, definicji, systematyki… W zależności od definicji, którą przyjmiemy, możemy traktować trend wąsko (zastosowanie mechanizmów z gier do modyfikowania zachowań) lub szerzej.

Definicja, do której wracam najczęściej i najchętniej to:

Grywalizacja to wstrzykiwanie elementu frajdy (ang. fun) do czynności, które normalnie są tej frajdy pozbawione.

O ile zatem mechanizmy – takie jak punkty, tabele wyników, wyzwania czy poziomy – są ważne, o tyle można robić grywalizację bez nich. Grywalizacja zmienia nasze postrzeganie pewnych czynności – przestajemy je postrzegać jak pracę, przykry obowiązek, a zaczynamy widzieć frajdę, misję, zwycięstwo.

Przykład takiej „bezpunktowej” grywalizacji opartej tylko o fabułę? Zajrzyjmy do szkoły. W zeszłym tygodniu na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego opowiadałem o manipulacjach stosowanych w reklamie. Jedynym sposobem na obronę przed niektórymi manipulacjami jest po prostu świadomość tego, że istnieją.

Złudzenie optyczne Müller-Lyer

Złudzenie optyczne Müller-Lyer

Spójrz na rysunek po prawej stronie. To tzw. iluzja Müller-Lyer. Obie poziome kreski są jednakowej długości, jednak dodanie do nich grotów sprawia, że dolna kreska wydaje się dłuższa. Tak ją widzimy i nic na to nie poradzimy. Możemy się jednak nauczyć „uważać na groty” – jeśli wiemy, że nasza percepcja nas oszukuje, następnym razem możemy po prostu powiedzieć sobie, że linie są równe i należy zignorować to, co widzimy.

Tak samo jest z manipulacjami używanymi w reklamie – wykorzystują nasz „automatyczny” i nieświadomy system przyswajania informacji i wyciągania wniosków. Jedynym sposobem, by z tym walczyć jest powiedzenie sobie, że jesteśmy oszukiwani.

W czasie dyskusji po wykładzie doszliśmy do wniosku, że techniki manipulacji powinny być uczone w szkole. Dzięki temu nawet mniejsze dzieci nie dałyby się tak łatwo zwodzić nieuczciwym reklamom. Jak jednak namówić dzieciaki na jeszcze jeden przedmiot w szkole? Jak przekonać ich, by chciały się tego uczyć?

Tu właśnie wchodzi grywalizacja. Ale nie taka, jakiej się spodziewasz. Nie będziemy mówić dzieciakom, by zdobywały punkty za kolejne reklamy, w których wykryją manipulację. To nadal mało frajdy. W tym przypadku trzeba użyć fabuły, by zmienić postrzeganie tego przedmiotu przez uczniów.

Jest taka szkoła, do której wiele dzieci chodziłoby z ochotą. Mówią o tym głośno, publikują na ten temat obrazki na kwejku, choć oczywiście nie do końca traktują to poważnie. Wiesz, co to za szkoła? Hogwart. Szkoła młodych czarodziejów, do której chodził Harry Potter.

A gdyby tak „wstrzyknąć Hogwart” do zwykłej szkoły? Wbrew pozorom, nie wymaga to wiele wysiłku. Hogwart nie różnił się bardzo od tradycyjnej szkoły – byli tam nauczyciele, sprawdziany, klasy… Wszystko, czego nam potrzeba to odrobina wyobraźni. Gdybyśmy powiedzieli uczniom, że wprowadzamy do planu lekcji nowy przedmiot, który nazywa się… Obrona przed Czarną Magią? Nie uważasz, że uczniowie przychodziliby na taki przedmiot chętniej, niż na „techniki manipulacyjne w reklamie”?