Osiemdziesiąt tysięcy teściowych

Wyobraź sobie bezwolnego kierowcę. Takiego, który – nie chcąc rozpętać awantury – poddaje się bezkrytycznie woli apodyktycznej teściowej siedzącej na tylnym siedzeniu. Jego jazda jest trochę sztywna, ale niczym się nie wyróżnia. Do czasu…

Puff! Na tylnym siedzeniu pojawia się… druga teściowa. Która też chce sterować kierowcą. Obie chcą jechać mniej-więcej w to samo miejsce, ale mają – delikatnie mówiąc – różne koncepcje na to, jak tam dotrzeć. Jeśli obserwujesz samochód z boku zauważasz, że w drewnianą jazdę kierowcy wkrada się odrobina chaosu. Dla widza może to być nawet… ciekawe?

Puff! Puff! Puff! Trzecia, czwarta, dziesiąta i dziewięćdziesiąta trzecia teściowa wyrastają na tylnym siedzeniu. Każda z taką samą wolą dojechania do celu i żelaznym postanowieniem sterowania zięciem-kierowcą. Chaos robi się nawet atrakcyjny, choć nigdzie nie dojeżdżamy. W kulminacyjnym momencie na tylnym siedzeniu jest osiemdziesiąt tysięcy teściowych, z czego jakieś dziesięć procent próbuje aktywnie sterować, reszta po prostu wpadła, żeby zobaczyć jak to jest.

Co potrafią australijscy programiści?

Twitch.tv to dość nietypowy serwis wideo. Możesz na nim założyć własny kanał jak na YouTube, ale po pierwsze, musisz transmitować na żywo. Po drugie, nie możesz transmitować byle czego: widzowie Twitcha oglądają jak… grasz w gry na swoim komputerze. Typowy kanał składa się z głównego ekranu (to transmisja z Twojej rozgrywki), okna z kamerką (żeby gracze mogli widzieć także Twoją twarz) oraz okna czatu dla widzów, gdzie ludzie mogą się wymieniać uwagami na temat tego, co oglądają.

Nie jest to – wbrew temu, co możesz myśleć – niszowa rozrywka dla garstki geeków. Jeff Bezos, szef Amazona, który w sierpniu 2014 roku kupił Twitch.tv za niecały miliard dolarów na pewno tak nie myśli. W lutym 2014 roku Twitch był czwartym największym źródłem ruchu w internecie w USA. O nie, to już dawno przestało być niszą.

Co było przyczyną takiego skoku w transferze danych? 12 lutego anonimowy australijski programista – w ramach czegoś, co określił mianem „eksperymentu społecznego” – uruchomił kanał, w którym grą sterowali… widzowie. Twitch Plays Pokémon (TPP) pozwalał użytkownikom standardowego czatu na wydawanie poleceń tekstowych podłączonej do głównego ekranu klasycznej grze Pokémon Red. W porach szczytowej oglądalności na kanale przesiadywało sto dwadzieścia jeden tysięcy ludzi. Część z nich po prostu patrzyła, ale niektórzy – jakieś dziesięć procent – próbowali sterować bohaterem. Dwanaście tysięcy teściowych i jeden zagubiony kolekcjoner Pokémonów.