Mój kardiolog przyjmuje mnie przy komputerze. Ma w nim otwarte Gadu-Gadu, które od czasu do czasu robi „ping”. Jednak próżno szukać tego numeru na jego wizytówce. Dlaczego? Umówienie się na wizytę za pomocą komunikatora (jeśli nie jest to jakiś nagły przypadek) jest wygodniejsze, niż przerywanie lekarzowi pracy telefonem. I coraz większa część branży medycznej to dostrzega.

Na amerykańskim rynku (nie znalazłem niestety badań na ten temat z Polski) liczba lekarzy, którzy używają narzędzi online do komunikowania się z pacjentami podwoiła się w ciągu ostatnich pięciu lat. Wynosi w tej chwili ponad 36%, co jest całkiem niezłym wynikiem, zważywszy na to, że ta forma komunikacji na pewno nie jest odpowiednia dla każdej specjalizacji.

Co ciekawe, te same badania pokazują, że lekarze nie mają „problemów technicznych” z używaniem komputerów: korzystanie ze stosunkowo zaawansowanych technologii, jak czytanie profesjonalnych gazet online, uczestnictwo w konferencjach online itp. rośnie w znacznym tempie. W USA 54% lekarzy posiada palmtopy (smartphone’y). Czyli tylko komunikacja online na linii lekarz-pacjent nie rozwija się tak szybko.

Ta komunikacja powinna być zainicjowana przez samych lekarzy. Podawanie adresu e-mail na wizytówce można już uznać za standard. A komunikator? Bardziej zaawansowani mogliby pokusić się o witrynę internetową, która będzie taką komunikację inicjować (poza standardowym formularzem „wyślij mail” wystarczy przecież dodać „zainicjuj czat”). Pozwoli to na wyróżnienie się spośród konkurencji naprawdę minimalnym kosztem…

A Twój lekarz? Podaje numer GG? 😉