Techniki SEO: Linkbaiting
Specjaliści zajmujący się optymalizacją stron pod wyszukiwarki nie od dziś wiedzą, że linki prowadzące do strony to najlepszy sposób na wywindowanie jej w rankingach. Tylko skąd je wziąć?
Można zastosować tzw. linkbaiting, czyli po naszemu „przynętę na linki”. Nazwa może być stosunkowo nowa, technika jest znana i tak stara, jak sam Internet. Najkrócej można ją streścić w następujący sposób: Jeśli masz interesującą treść, sami do Ciebie przyjdą (lub w naszym przypadku: podlinkują). Dlatego przygotowując się do optymalizacji strony warto zadać sobie pytanie: co przyciągnie linki?
Linkbaiting jako technika optymalizacji strony sam w sobie nie jest dobry ani zły. Dodawanie linków do interesującej treści jest naturalnym mechanizmem, który napędza rozwój Sieci. Jednak niewłaściwie zastosowany może zostać uznany za tzw. black hat SEO, czyli nieuczciwe zabiegi optymalizacyjne (a twórca takiej strony może zostać ukarany usunięciem z rankingów).
Co zatem możemy uznać za dobrą „przynętę na linki”? Sposobów jest kilka.
Po pierwsze, możesz powiedzieć coś kontrowersyjnego. Technika najłatwiejsza, jeśli chodzi o włożony nakład pracy — wystarczy odpowiednio „stanąć okoniem” i przy odrobinie szczęścia możemy liczyć na gorącą dyskusję na blogach, forach internetowych itp. „Skutkiem ubocznym” tej dyskusji są oczywiście linki prowadzące do „prowokatora” tego całego zamieszania.
Technika ta jednak ma kilka wad. Przede wszystkim — nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. Głoszenie „herezji” nie jest dobrze widziane w świecie biznesu (podważa wiarygodność kontrahenta), więc ciężko sobie wyobrazić stronę firmową, na której roi się od kontrowersyjnych opinii. To, co ujdzie na blogu czy forum, na stronie firmowej już nie zawsze. No i druga sprawa — nie można być kontrowersyjnym przez cały czas. W końcu ludziom to się znudzi — przestaną zwracać na Ciebie uwagę, albo przypną etykietkę „nieszkodliwego świra”. A chyba nie o to chodzi.
To może dasz ludziom coś pożytecznego? Tu trzeba się już trochę napracować — musi to być coś na tyle wartościowego, żeby nikt zbyt łatwo nie mógł powtórzyć Twojej pracy. Program dawany za darmo, specjalistyczna wiedza, którą się dzielisz, wyniki badań, które prowadzisz — to wszystko jest doskonałą przynętą dla innych. Ktoś zainteresowany Twoją dziedziną badań z pewnością poda linka tu i ówdzie. Wdzięczni użytkownicy również bez problemu odwdzięczą się linkiem.
Jak to wykorzystać? Jeśli jesteś właścicielem kliniki chirurgii plastycznej, umieść zestaw porad dla pacjentów. Niech będą na tyle uniwersalne, że ludzie będą mogli z nich korzystać nie tylko kiedy wybierają się akurat do Twojej kliniki. Sieć jest pełna forów dyskusyjnych na temat piękności i urody — o większości z nich pewnie nawet nie słyszałeś. Ale ich użytkownicy (użytkowniczki) kiedy trafią na Twoją pożyteczną stronę, szybko rozpropagują ją gdzie trzeba. A to woda na Twój młyn, prawda?
I w końcu humor i kreatywność — sprawy, które stoją za wszelkiego rodzaju marketingiem wirusowym, nie tylko w Internecie. Śmieszna historyjka, komiks, filmik (ale własny!), zabawna gra czy narzędzie mogą bardzo szybko roznieść się po całym Internecie (lub sporym jego kawałku). Nie tylko dostajesz linki, ale jeszcze tworzysz „buzz”, czyli swoisty marketingowy hałas wokół swojego pomysłu. Jeśli idea chwyci, dostaniesz wierne grono fanów i — gdy będziesz to rozwijać — rosnącą armię linków do Twojej kolekcji.
Sam nie pamiętam, ile razy dostałem kilka tygodni temu link do „Moherowych beretów” — gry reklamowej promującej odzież marki House. Sama animacja taka sobie, ale wyczucie czasu i kontrowersyjny pomysł sprawiły, że twórcy osiągnęli chyba więcej, niż sami zamierzali.
Co uważam za złe praktyki? Na przykład wszelkiego rodzaju katalogi wymiany linków. „Daj link do mnie, ja dam do Ciebie”. W porządku, jeśli linki odpowiadają tematycznie stronie, którą aktualnie przeglądam. Link do komisu samochodowego na stronie apteki — to już chyba zła praktyka. To prawda, że w tej chwili nikt za to nie karze, ale wszelkie „oszustwa” powinny być eliminowane.
Jeśli zatem masz stronę internetową (lub pracujesz nad optymalizacją jakiejś strony), zastanów się poważnie, jakiego rodzaju przynętę zarzucisz na linki :)




