Blogowe gwiazdy i długi ogon
CoSTa na swoim blogu skarży się, że jego blog nie „spełnia standardów” przyjęcia na 10przykazan.com. Ale czy wszyscy muszą?
Blogosfera u nas rozwija się bardzo dynamicznie, ale nadal pozostaje w tyle za anglojęzyczną częścią Internetu. Dlatego dziś możemy obserwować trendy, które za oceanem pokazały się kilka lat temu. Jednym z nich jest pogłębiający się się „podział społeczny” blogów.
Początkowy okres rozwoju blogosfery to nieskrępowana kreacja i obietnica równości — każdy może stworzyć coś nowego i pokazać to milionom użytkowników. Każdy może zostawiać komentarze, uczestniczyć w ogólnej dyskusji. Idylla.
Jednak potem coś się zmienia. Każdy piszący czyta blogi, jednak jest ich zbyt dużo, aby każdy mógł ogarnąć całość. Tworzą się „wyspy” skupiające wokół siebie jakąś część blogosfery. Kiedy nowi użytkownicy „wchodzą do gry”, nie są w stanie przejrzeć wszystkiego. Zaczynają najczęściej od najbardziej popularnych blogów, zagłębiając się coraz bardziej w głąb sieci, tworząc powoli własną listę, własne preferencje.
Faktem pozostaje jednak, że zaczynają od tych najbardziej popularnych, linkują do nich, z nimi pozostają. Jeśli zapuszczają się głębiej, wędrują po linkach od „gwiazdy” poprzez jej „system planetarny”, z rzadka przeskakując na inne „wyspy”.
To zjawisko to samonapędzający się mechanizm — nowi linkują do najbardziej popularnych blogów, które stają się jeszcze bardziej popularne. Rozdźwięk (w ilości odwiedzin, ilości komentarzy, linków itp.) pomiędzy czołówką a resztą się powiększa. Mamy kilka „gwiazd”, które znają praktycznie wszyscy i nieskończony niemal „długi ogon” — tych mniejszych.
Bariera wejścia robi się coraz trudniejsza do pokonania i wyjście „z ogona” bez większych nakładów pracy (albo środków) staje się bardzo ciężkie.
Jednak to nie „gwiazdy” stanowią o sile blogosfery. Nawet połączona ilość odwiedzin blogów z pierwszej setki ma się nijak do „siły ogona” — ilości odwiedzających, prowadzących do siebie nawzajem linków itp.
Również dyskusja jest tu inna. Prowadzący super-popularne blogi nie uczestniczą już w życiu blogosfery tak, jak kiedyś. Nie mają czasu na przeglądanie blogów tych, którzy ich komentują — najwyżej pobieżnie je oglądają. Nie mają czasu na komentowanie wszystkich notek i prowadzenie dyskusji — nawet na własnym blogu. Powoli stają się „hubami” przekazującymi jedynie informacje całej rzeszy innych. Frajda wynikająca z wielokierunkowej komunikacji zostaje zastąpiona przez pracę podobną do redagowania gazety. W końcu blog ewoluuje w coś w rodzaju wortalu czy przedsiębiorstwa — dochodzą nowi redaktorzy, zatraca się jego osobistość, jego osobowość.
Czy zauważyliście, że najbardziej popularne blogi nie mają już w sobie nic osobistego? Boing-boing czy Endgadget to małe przedsiębiorstwa, które generują niezły dochód, ale to już nie te tradycyjne blogi, gdzie można było podyskutować z właścicielem, wymienić opinię, liczyć na rewizytę…
Mam nadzieję, że nie wszyscy blogowicze będą chcieli prowadzić własne gazety. Mając do wyboru szczerość prywatnej strony przeciwko bardziej popularnym tematom „podchodzącym większości” wybiorą szczerość. Bo takie blogi bardzo cenię.




